Spacer po Sarajewie

11/16/2016

 Moje wyobrażenia o Sarajewie były dość powszechne. Szczerze mówiąc spodziewałam się po prostu bardzo biednego kraju z poprzedniej epoki. Oprócz oczywistych historycznych faktów i położenia geograficznego, nie wiedziałam więc zbyt wiele o tym miejscu. Z otwartymi umysłami wyruszyliśmy więc w podróż, aby przekonać się na własnej skórze, jak tam jest. Nasza trasa uwzględniała przejazd z Chorwacji do Bośni i Hercegowiny, której Sarajewo jest stolicą, a później ponowny powrót do Chorwacji, którą przemierzaliśmy wzdłuż wybrzeża.
Na początku łapałam się na tym, że za każdym rogiem starałam się wyłapać jakiś znak potwierdzający moją tezę. Samochody starszej daty, małe wioski mijane po drodze, ludzie pracujący na polach uprawnych, aż w końcu naprawdę stare tramwaje. Szybko jednak zrozumiałam, że i owszem, Bośnia i Hercegowina jest biedniejszym krajem niż Polska, czy Chorwacja, jednak nie odbiera to jej żadnego uroku. Podobnie też było z samym Sarajewem. 


 Po przyjeździe do miasta byłam zaskoczona tym, jak... normalnie wyglądało. Źle to brzmi, prawda? Ale tak właśnie było. Przemierzając główne ulice, starając się dojechać do centrum przy podążaniu za znakami, zauważałam wiele podobieństw i różnic między Bośnią a Polską. Ciekawostką był też dla mnie fakt, że język chorwacki oraz bośniacki były dla mnie zrozumiałe w znacznym stopniu. Słuchając chorwackich wiadomości w samochodowym radio nie miałam problemu z ich komunikatami, zaś bośniacki w większości przypadków był dla mnie zrozumiały przy próbie odczytania czegoś. Wszystko to z pewnością dzięki podobieństwom języków słowackich, do których zaliczany jest także język Polski.
Jeśli zaś chodzi o nasz dzień w Sarajewie, staraliśmy się odkrywać miasto po prostu podczas spaceru. Nie skupialiśmy się na żadnym planie zwiedzania, nie mieliśmy też na niego zbyt wiele czasu, ani wiele nie oczekiwaliśmy - tu na szczęście zostaliśmy pozytywnie zaskoczeni. Zwłaszcza jeśli chodzi o stare miasto, przypominające turecki bazar. Ten klimat był po prostu niesamowity!
 W mieście można było odnaleźć wiele międzykulturowych powiązań. Kolorowe dywany, meczety, ale także różnorodne restauracje, dania z całego świata i słynna, słodka Baklava. Sarajewo wbrew moim oczekiwaniom okazało się przepiękną stolicą, która zachęciła nas do odkrywania innych zakątków.
Spacerując ulicami miasta zobaczyliśmy też słynną bibliotekę i mieliśmy okazję podziwiać widoki, które do tej pory widywałam tylko na zdjęciach w podręczniku do historii. Nie mogłam także odmówić sobie zakupienia magnesu, który później dołączył do kolekcji na lodówce u mojej mamy.
Teraz wiem już też, że jeden dzień poświęcony na zwiedzanie to zdecydowanie za mało, choć wyjeżdżaliśmy z uśmiechami na twarzy, pomimo deszczu.
A jakie są wasze odczucia co do Sarajewa?

Przeczytaj również

2 komentarze

  1. Sarajewo kojarzy mi się głównie z wojną i śladami pocisków z murach budowli. Kojarzy mi się też z piosenką Cranberries.

    OdpowiedzUsuń
  2. Chetnie bym tam znow zawitala.Ta mieszanka nowoczesnosci ze sladami niezapomnianych lat 90tych no i zderzenie 3kultur.

    OdpowiedzUsuń