Chorwacja oferuje wszystko, czego mogłabym zapragnąć. Morze z idealnie czystą wodą, góry i świetne, świeże owoce. Tydzień, który tam spędziliśmy i podczas którego przejechaliśmy w dół wybrzeża, był fantastycznie spędzonym czasem. Pomysł spania na dziko okazał się być strzałem w dziesiątkę, dzięki czemu mieliśmy możliwość zatrzymywania się codziennie w innym miejscu i spania z przepięknymi, morskimi widokami praktycznie za każdym razem. Szum fal w nocy i spokojne morze nad ranem zaledwie kilka kroków od samochodu - to tylko jeden z nielicznych plusów tej podróży. Nawet pomimo tego, że znalezienie idealnego miejsca zajmowało momentami trochę czasu, było to warte wysiłku. Zwłaszcza, że drogi przy wybrzeżu oferowały zapierające dech w piersiach widoki na morze i góry jednocześnie, prowadząc nas w górę i w dół i pozwalając podziwiać naturalne piękno Chorwacji. 

Chorwacka miejcowość Pula 

Był to nasz pierwszy przystanek w ciągu całej, długiej trasy. Pierwszą noc spędziliśmy na dziko w okolicy innych campingów i wykorzystaliśmy do tego samochód z przystosowanym materacem (wyciętym w odpowiedni kształt przez R.) Za dnia wybraliśmy się na spacer po centrum miasta i dotarliśmy do słynnego amfiteatru przypominającego koloseum. Nacieszyłam się także widokiem chorwackich palm, jednakże samo miasto nie wywarło na nas pioronującego wrażenia.
Niestety dostęp do wybrzeża był tu dość utrudniony, ponieważ większość terenów zajmowały prywatne campingi - nie było to zatem coś, czego szukaliśmy. Postanowiliśmy ruszyć dalej.

Rijeka, Chorwacja 

Rijeka z kolei spodobała nam się bardziej. Przechadzaliśmy się w okolicy portu i po wyjątkowo pustym centrum miasta podczas weekendu. Główna ulica spacerowa, Korzo to także możliwość wybrania się do licznych kawiarni, cukierni, czy okolicznych piekarni. I choć widzieliśmy ją za dnia, wydaje mi się, że prezentuje się równie uroczo wieczorem. To właśnie tam znajdziecie też Gradski Toranj, czyli znana wieża przy deptaku.
Rijeka wywarła na nas zdecydowanie pozytywne wrażenie i z przyjemnością wróciłabym tam ponownie. 

Zadar, Chorwacja

Zadar był zdecydowanie turystycznym miejscem. Samo zaparkowanie samochodu oznaczało pozostawienie go na płatnym, wypełnionym po brzegi parkingu. Jednakże wystarczy skorzystać z tych oddalonych nieco od samego centrum, by uniknąć zbyt wysokich opłat. 
Przechodząc się wzdłuż bulwarów można było podziwiać rzędy palm, zaparkowanych motorówek oraz większych łodzi. Droga do wybrzeża nie stanowiła żadnego problemu i pokonaliśmy ją spacerem. Architektura starego miasta zdecydowanie różniła się od nowoczesnych bloków, które widzieliśmy po drodze. To tu zwiedzić można słynny rynek wraz z kościołem św. Donata, kawałek dalej przejść się po panelach słonecznych, które wieczorem rozbłyskują tysiącami kolorowych diod, aż w końcu dotrzeć do mojego ulubionego punktu - morskich organ.

Byliście w którymś z tych miejsc? Jak wam się podobało?

Balkans travel map 

 Podróż po Bałkanach 

W odkrywaniu świata jest jakaś magia. Magia jest też w powolnym piciu kawy nad brzegiem morza i cieszeniu się każdą minutą podróży, wiedząc że nie ma w niej absolutnie żadnego powodu do pośpiechu. I to jest właśnie to, co lubię. Odciąć się od świata pełnego obowiązków, terminów; spędzić minutę w ciszy, patrząc na otaczające nas góry i powiedzieć: cóż za piękny świat. 
To był główny powód rozmyślań nad tak długą, wakacyjną podróżą. 
Po 11 krajach, które przejechaliśmy, 5500km spędzonych w samochodzie i 3 tygodniach podróży, nie mogłabym być szczęśliwsza na myśl o tym, co udało nam się osiągnąć.
Jednakże główny punkt podróży był nieustalony przez pewien czas. Gdy dyskutowaliśmy o planach wraz z R., wspomniał coś o zamku Draculi. Od tego czasu nie mogłam powstrzymać się przed rozmyślaniem o tym, jak wspaniale byłoby rozgranizować ogromną podróż po regionie Bałkan i zakończyć ją w samym sercu Transylwanii.
obydwoje z ogromnym entuzjazmem dzieliliśmy się pomysłami na temat tego, jak nasza podróż ma wyglądać, ale w głębi duszy od razu wiedzieliśmy, że będzie to jedna z najlepszych przygód w naszym życiu.

 Region Bałkan to przede wszystkim: Albania, Bośnia i Hercegowina, Bułgaria, Czarnogóra, Macedonia, Chorwacja, Rumunia, czasem zaliczana do Bałkan Słowenia, a także nie odwiedzone przez nas tym razem: Kosowo, Serbia oraz Grecja.
W czasie naszej podróży, której początek miał w austriackim Graz, przekroczyliśmy również granicę Włoch, Słowacji oraz Węgier. Poniżej możecie zobaczyć ogólną mapę podróży.

Podróżowanie po Bałkanach 

Bałkany są odrobinę zapomnianym regionem i szczerze mówiąc, nigdy przedtem nie byłam bardzo zainteresowana odwiedzeniem tych krajów. Chorwacja wydawała się być ciekawa ze względu na plaże przy morzu adriatyckim, podobnie jak Albania, ale nie wiedziałam zbyt wiele na temat pozostałych miejsc. Tego lata na szczęście dowiedziałam się ile traciłam.
Po pierwsze, jest wiele typów podróżników. Znam osoby, którym wystarcza choćby kawa pita na balkonie (jak moja mama - ale udało mi się pokazać jej odrobinę Szwecji zeszłego roku), są też szaleni poszukiwacze przygód, spokojni turyści na plaży, podróżujący stopem, kamperzy i wielu innych. Najważniejsze to znaleźć sposób, jaki wam odpowiada. Społeczeństwo kreuje nienaturalny obraz świetnych podróży, które zlokalizowane są tylko na fantastycznych hawajskich plażach - ale prawdziwe piękno może być odnalezione wszędzie, a podróż życia odbyć się może nawet kilka kilometrów od waszego domu. Nie ma w tej kwestii żadnych zasad.
Bałkany są idealne jeśli chodzi o tyle możliwości ich odkrywania. Ale jeśli czytacie mojego bloga przez pewien czas, prawdopodobnie wiecie, że jestem aktywną osobą. Lubię odpoczywać, ale także kocham odkrywać - na szczęście mój chłopak jest w tej kwestii taki sam. Nasz wybór był prosty i postanowiliśmy rozpocząć podróż przez Bałkany samochodem, śpiąc w nim (na piankowym materacu), rozbijać namiot na dziko, ale też korzystać z hosteli i hoteli.
Pomimo tego, że chciałam zaplanować nasze przystanki zanim podróż się rozpoczęła, gdy zrozumiałam ile pracy to zajmuje i że przywiązałoby nas to do sztywnego planu, obydwoje odpuściliśmy. Spontaniczność to klucz! Zaznaczyliśmy kraje, które planowaliśmy odwiedzić, by móc wstępnie przekalkulować koszt paliwa i dziennego budżetu, a potem po prostu wyruszyliśmy...

 Co warto zabrać ze sobą w samochodową podróż po Bałkanach?

W przypadku podróży samochodem w dwie osoby (Ford Fusion) mieliśmy do dyspozycji dużo miejsca. Podróżowaliśmy w dwie osoby i zmienialiśmy się jako kierowcy. Piankowy materac zwijaliśmy w rulon na czas jazdy i umieszczaliśmy go na tylnych siedzeniach, zaś bagaże (razem z namiotem i drugim materacem) z łatwością mieściły się w bagażniku, dzięki czemu mieliśmy dobrą widoczność jazdy. Oprócz tego warto zabrać ze sobą:
- Mini kuchenkę gazową z wymiennymi wkładami (jeden to 2h gotowania, my w 3 tygodnie zużyliśmy dokładnie dwa). Bez problemu przewieziecie ją przez granicę i pozwoli wam to na przygotowanie posiłków w każdym miejscu.
- Garnek, patelnię, sztućce, dobry nóż i kubki. Dobrym pomysłem jest też wzięcie ze sobą kilku plastikowych, zamykanych pojemników. My przygotowywaliśmy posiłki i zabieraliśmy je ze sobą w takich lunch-boxach, mogliśmy więc bez problemu stanąć i zjeść je w czasie jazdy. Przydadzą się też do przechowywania innych składników. Ja swoje kupiłam w Ikei za kilka złotych (te z niebieską przykrywką).
- Woda. Zawsze mieliśmy ze sobą 6-pak wody butelkowanej do picia, gotowania i czasem też do mycia, aby spłukać z siebie słoną wodę.
- Aparat fotograficzny to coś, bez czego się nie ruszam. Przydadzą się też samochodowe ładowarki do innych sprzętów. Aparat można naładować w hostelach, ale też istnieje specjalna ładowarka do samochodu na normalną wtyczkę.
- Pakiet roamingu. 200mb (internet + rozmowy) za 9 euro. Skorzystaliśmy z niego oboje. Niestety działał on tylko w Unii Europejskiej. Pozwalał na szybkie odnalezienie punktów, których nie moglismy znaleźć na mapie. No i oczywiście mogłam dać znać mamie, że żyję. :-)
- Jedzenie, tj: suchy prowiant (makarony, ryż, kasza kuskus), puszki z warzywami (kukurydza, groszek, fasola itp), przyprawy, kawa, herbata. Nie wyobrażam sobie spędzić swoich wakacji na niezdrowym jedzeniu typu fast-food. Nie tylko nie przynosi to żadnego pożytku dla organizmu, ale też powoduje szybki powrót głodu. Gotowanie samemu to pewność, że używamy odpowiednich składników i jemy coś, co ma w sobie witaminy i minerały. Oczywiście nie rezygnowaliśmy też z dobrej, lokalnej kuchni.
- Materac i śpiwory, jeśli planujecie także spać pod namiotem
- Najlepiej zaopatrzyć się w lokalną walutę, ale jeśli jest to z jakiegoś powodu nie możliwe przed wyjazdem, weźcie ze sobą Euro. Wymieniajcie je głównie w bankach, ponieważ kurs walut jest tam najkorzystniejszy (zwłaszcza w Chorwacji).
- Buty do pływania to niezbędnik w przypadku skalistych zejść do plaży pełnych jeżowców.
- Ekologiczne kosmetyki w przypadku możliwości kąpieli w morzu, jeziorach i rzekach
- Ręczniki z mikrofirby - zajmują bardzo mało miejsca, są poręczne i schną niesamowicie szybko
- Oraz niezbędnik do samochodu: apteczka, zapasowe koło, klucze i lewarek


Budżet na podróż po Bałkanach

Wszystko to zależy od waszych potrzeb, od tego jak chcecie podróżować, jak długo i co chcecie zobaczyć. Oczywiście łatwiej jest dzielić się kosztem podróży. Istnieje też mnóstwo sposobów na odkrywanie Bałkan i każdy z nich jest dobry. Nasz podróżujący przyjaciel Michal z Czech, był w stanie pokonać podobną trasę samemu - wykorzystywał stopa i spał w namiocie. Udowodnił, że wszystko jest możliwe nawet dla studentów, którzy mają limitowany budżet.
Nasze wydatki zakładały:
- tankowanie samochodu (diesel, ok. 200euro za 5500km)
- jedzenie (gotowanie samemu z lokalnymi składnikami, świeże owoce, wizyty w dobrych, lokalnych restauracjach)
- spanie (miejsca campingowe, hostele i hotele) - druga połowa była za darmo
 - dodatkowe wydatki: zielone karty (zapomnieliśmy sprawdzić, że nasza była przeterminowana i niestety musieliśmy za to zapłacić), małe pamiątki, bilety wstępu (zamek, park narodowy)
Cała suma: 1772zł (3548zł za dwie osoby)

Dlaczego mówię, że to podróż budżetowa?

Podróż zajęła 3 tygodnie (21 dni) i tysiące kilometrów. Ten czas pozwolił nam na odkrycie piękna wielu miejsc. Mieliśmy możliwość wyboru gdzie śpimy, co jemy i kiedy podróżujemy. Nie byliśmy niczym ograniczeni. Wszystko zależy też od punktu widzenia, jednakże biorąc pod uwagę wszystkie wspomniane rzeczy, uważam to za bardziej, niż sprawiedliwą kwotę.
Ludzie czasami zapominają, że budżetowo to nie znaczy jeść zupki chińskie w namiocie, czy tuńczyka w puszki i odmawiać sobie reszty wydatków. W mojej opinii budżetowo to znaczy mieć świetną organizację, która pozwala na przeżycie przygody i odwiedzenie miejsc, które normalnie byłyby zbyt drogie na zatrzymanie się tam w hotelach.
Wiem, że to możliwe, by pokonać większy kilometraż i płacić jeszcze mniej (na stopa, używając couchsurfingu). I wiem też, że można spędzić tydzień zamkniętym w hotelu (albo hotelowym basenie) i w kółko jeść te same posiłki - kończąc z podobnymi wydatkami.
Dlatego jeśli o mnie chodzi, nie zmieniłabym niczego w mojej wyprawie.


 Czemu dzielę się pomysłem na podróż po Bałkanach?

 Cóż, można powiedzieć: ,,Miałaś fajne wakacje, dobrze dla ciebie". Ale po co dzielić się tym? Moim głównym celem jest inspirowanie młodych ludzi do zrobienia czegoś odmiennego, do wstania z kanapy i odkrywania. Nie musi to być daleko, nie musi być drogo. Ale niech sprawi, że będziecie szczęśliwi i pełni życia.
Nie każdy jest podróżnikiem, wiem to. Ale jeśli w jakiś sposób będę w stanie zainspirować choć jedną osobę, to już będzie warto.
Zatem śmiało śledźcie najnowszą kategorię wpsów na moim blogu poświęconą Bałkanom, podzielcie się waszymi pomysłami, historiami z podróży i nie bójcie się zadawać pytań. 
Nasz poranny widok na morze adriatyckie. 
Zrobiłam też własoręczne kubki na podróż.


Są miłośnicy psów i są miłośnicy kotów. I jestem też ja, która najchętniej przygarnęłaby każde napotkane na drodze zwierzątko. Jeszcze jako dziecko zdarzało mi się pojawić w domu z kotem znajdą po pachą, po czym następowała lawina telefonów do wszystkich znajomych z pytaniem, czy może ktoś chciałby go przygarnąć na stałe. Mojego pierwszego, wybłaganego typowym: ,,mamo będę go wyprowadzać i kochać" psa kupiliśmy, gdy rozpoczęłam pierwszą klasę. Było to na spacerze na bulwarze, gdy myślałam, że pan stojący z kartonem sprzedaje świnki morskie. Zawrotna suma 20zł poskutkowała 14 latami wypełnionymi radosnym poszczekiwaniem i merdającym ogonkiem, który kształtem przypominał ten świński.
Kota znalazłam kilka lat później i przyniosłam pod kurtką w mroźną zimę. Nikt nie spodziewał się, że zostanie z nami na zawsze, a już w szczególności tego, że okaże się być wyjątkowo puchatym, pięknym i posłusznym Maine-Coonem. Jednak nawet największa radość związana z posiadaniem zwierzęcia nie załagodzi bólu jego nieobecności. Do tej pory wracając do domu mam w zwyczaju rozglądać się, by sprawdzić, czy nie śpi przypadkiem na moim łóżku, albo czy nie ułożył się gdzieś na moim plecaku. Mam jednak nadzieję, że tam gdzieś w kocim niebie jest mu równie dobrze.

Cześć, Pixel!

Wakacje to niewątpliwie czas zmian. Koniec studiów, moja (póki co) najdłuższa podróż życia, kolejna zmiana kraju. Łatwo się w tym wszystkim pogubić. Ciężko więc opisać, jak szczęśliwa byłam, gdy dowiedziałam się, że mój nowy współlokator planuje adoptowanie kota! Po długim oczekiwaniu przywitał mnie w domu pozytywny ,,miałk!", a potem wszystkich ogarnęła kocia mania. :-)

 Czas wyruszać w świat

Nigdy nie lubiłam przebywać w jednym miejscu zbyt długo. Jest tyle do odkrycia, tyle do zobaczenia i przeżycia. Zawsze wszyscy dookoła mnie powtarzali, że na wszystko jeszcze przyjdzie czas, że nie trzeba się spieszyć, że nie warto ryzykować. Bzdura! Kiedy, jak nie teraz?
Mój rok w Szwecji był wielką życiową rewolucją. Wspomnienia dotyczące wyjazdu są dla mnie teraz wyjątkowo świeże ze względu na kolejne nowe początki. Pamiętam dokładnie, że pakowałam się na dzień przed wyjazdem, wieczorem, do dwóch walizek i plecaka. Przyczepiłam do nich plakietki z napisem ,,No, it's not yours!" i wydrukowałam bilety i kartę pokładową do samolotu. Przez okno samolotu podziwiałam polskie plaże widoczne z góry, a później już coraz bardziej śnieżny krajobraz Szwecji, którą widziałam wtedy po raz pierwszy w życiu.
To nie tak, że wszystko było tak łatwe, jak się wydaje. Że wystarczy powiedzieć ,,ah, jadę!" i wszystko będzie się dla nas układało pomyślnie. Moja walka z polskim uniwersytetem trwała równie długo - wszystko było nie tak. Miliony podań, próśb, telefonów, wszystko stało na włosku do samego dnia wyjazdu. Kosztowało mnie to dużo nerwów, ale z perspektywy czasu uważam, że było warto. Teraz wiem, że gdyby nie moja stanowczość i upartość, prawdopodobnie moje szwedzkie studia nigdy nie doszłyby do skutku. A jednak!
Zakochana w Szwecji, w ich stylu życia, w ich wnętrzach i zorzach polarnych, wróciłam do Polski wiedząc, że zyskałam fantastyczne doświadczenie uniwersyteckie, przyjaciół i R., z którym niedawno obchodziliśmy rocznicę.
Zatem pora ruszyć z miejsca!

 

Ciężko jest powiedzieć: do zobaczenia

W ostatnich miesiącach ukończyłam polskie studia, a moja praca magisterska dotycząca fenomenu copycat crime spotkała się z dużym zainteresowaniem. I choć nawet weekendy wypełnione były dodatkową szkołą z zakresu psychologii kryminalnej, w tym wszystkim nadal znalazłam czas na podróże i częste loty. Starałam się połączyć wszystko w jedną, spójną całość i wydaje mi się, że udało się. I choć nie spotkałam się ze wszystkimi bliskimi mi osobami, nigdy nie zapomnę ostatniego wieczoru przed wyjazdem. Specjalnie zorganizowane dla mnie przyjęcie-niespodzianka, do którego zostałam zmuszona do przejazdu samochodem przez ponad godzinę z zamkniętymi oczami, nie wiedząc dokąd jadę i kim jest tajemnicza osoba dosiadająca się do tyłu auta i nie odzywająca się słowem. :-) Za całe to dokonanie muszę powiedzieć wielkie: DZIĘKUJĘ!
Jednocześnie wiem, że dystans nie jest problemem, a prawdziwe przyjaźnie (ba, nawet związki!) są w stanie przetrwać to bez problemu. 

Cenny czas z mamą.
 

Wszystko co dobre jest do znalezienia poza strefą komfortu

I choć dobrze o tym wiem, nie zawsze łatwo jest z niej wyjść. Czasem więc trzeba się trochę zmusić. :-) Wszystko co nowe może brzmieć lekko przerażająco, dopóki się z tym nie oswoimy. Tak jest i teraz. Kolejny język, kolejny kraj, kolejny początek. Wszystko jest nowe, inne, czasem dziwne, a czasem zupełnie normalne. I choć nie czuję jeszcze, że to moje miejsce, mam nadzieję, że zmieni się to po wakacjach, które mam zamiar spędzić w rejonie Bałkan. 
Mimo wszystko w momentach niepewności, oczekiwania, braku odpowiedzi i odświeżania skrzynki pocztowej na której jakby na złość nie pojawiają się nowe maile, doceniam jak ważne jest wsparcie bliskich, którzy czasem potrafią udzielić najprostszej, ale najskuteczniejszej rady, pytając jak R: Czy twoje zamartwianie się zmieni coś w tym momencie? Nie? To ciesz się chwilą i poczekaj na odpowiedź. Wtedy pomyślisz, co będzie dalej. 
Tak też zrobię. 
A póki co, pora zakasać rękawy i przyłożyć się do nauki... no właśnie, kto zgadnie jakiego języka tym razem? :-)

 Nowy kraj równa się nowe doświadczenia! Dla mnie podróżowanie to przede wszystkim podziwianie wszystkich wyjątkowych widoków, zatem nacieszałam oczy detalami - okiennicami, błąkającymi się kotami, figami i granatami rosnącymi obok nas. Odkrywam też nowe miejsca przez typowe smaki - owoce, lokalne potrawy, zapachy i lody. Wszystko to i jeszcze więcej czekało na mnie w Rovinj, które odwiedziliśmy ostatnio ze znajomymi. Pomimo tego, że fotografia jest moim głównym hobby, staram się nagrać fragmenty z moich podróży, by móc odtworzyć je później i zobaczyć ,,żywe" wspomnienia. Oto więc niektóre z moich ulubionych momentów z Chorwacji!

Odkrywając Rovinj w Chorwacji

W ostatnich latach odwiedziłam wiele krajów, ale póki co jeszcze nigdy nie byłam w Chorwacji. Wszystko zmieniło się ostatnio, gdy zdecydowaliśmy się na małą weekendową podróż do malowniczego Rovinj położonego w regionie Istria nad Morzem Adriatyckim. Nie miałam zbyt wielkich oczekiwań, jak i starałam się nie czytać zbyt wiele o tym miejscu przed wyjazdem. Chciałam dać się zaskoczyć i nie pozwolić na to, by moja opinia była oparta na internetowych recenzjach na temat tego miejsca, które zwykle dotyczyły różnych typowo turystycznych atrakcji, zatłoczonych plaż i innych zakątków, które nie miały dla mnie większego znaczenia. Nasza podróż rozpoczęła się w austriackim Graz, skąd wyruszyliśmy samochodem. Wybraliśmy go na nasz środek transportu, ponieważ po podzieleniu kosztów benzyny, była to po prostu najtańsza i najwygodniejsza opcja. Naszymi kompanami podróży była dwójka znajomych, którzy przygotowani z bagażem (cóż, odrobinę większym w podrównaniu do naszych ;-)), zostali przez nas zgarnięci po drodze. Pomysł na podróżbył prosty - trzymamy się możliwie niskiego budżetu, ale nie mówimy nie, lokalnej kuchni, którą bardzo chciałam spróbować. 
Jak nam się to udało i jaka jest moja opinia o Rovinj? Czytajcie dalej!

Zakwaterowanie w Rovinj

Przede wszystkim warto mieć na uwadze to, że w Chorwacji płaci się w chorwackich Kunach (1HRK= 0,57PLN), a najbardziej turystyczne regiony nie należą do najtańszych. Jednak nic nie stoi na przeszkodzie, by nie wydać swoich całych oszczędności, a nadal świetnie się bawić. Przy poszukiwaniu ofert w internecie, moim znajomym udało się znaleźć całkiem ładne mieszkanie (dwa pokoje, kuchnia i łazienka) położone blisko centrum i plaży (w odległości kilku minut spacerem) za 200 euro za 2 noce (czyli 50 euro za osobę na cały pobyt). Chorwackie uliczki mają to jednak do siebie, że powodują częste kłopoty z dojazdem ze względu na to, że są dość wąskie, a w większości przypadków także poblokowane przez parkujące tam samochody lub zakazy wjazdu. Nie warto jednak tracić pieniędzy na zbędne opłaty parkingowe i zawsze istnieje szansa na zaparkowanie auta trochę dalej. Pamiętajcie, że nawet zapłacenie za parking nie jest gwarancją tego, że wasz dobytek będzie bezpieczny, więc wychodzi na to samo. Dobrze jest mieć wówczas lekki bagaż, z którym bez problemu się przemieścicie. Mnie na weekendową wycieczkę wystarcza w zupełności jeden plecak i aparat. 
Jeśli nie podróżujecie do kilku gwiazdkowych hoteli, może zdarzyć się, że na odbiór pokoju będzie trzeba trochę poczekać lub nawet wybrać się po klucz do biura w centrum miasta, co też przytrafiło się nam. Nie byliśmy tym faktem zbyt uradowani, zwłaszcza ze względu na wysokie temperatury. Mimo wszystko nasze mieszkanie było czyste, schludne i pozwoliło na przygotowanie śniadań we własnym zakresie. Nie musieliśmy martwić się więc o dodatkowe koszta, zaś sami zapewniliśmy sobie świeże owoce z lokalnego targu - np. figi! 

 

Rovinj - jedzenie i ceny 

Jeśli chodzi o ceny, zwłaszcza w przypadku wspomnianego targu, nie są zbyt niskie. Choć z każdej strony kuszą nas wspaniałe przysmaki, miody z orzechami i lokalne oliwy z przyprawami, niektóre z nich mogą nieźle nadszarpnąć nasz budżet. Jednak po zobaczeniu tych wszystkich świeżych i soczystych owoców nie zastanawialismy się nawet przez chwilę i nakupiliśmy całą torbę na śniadanie. Zaś obiad w restauracji serwującej świeże, lokalne jedzenie i owoce morza to koszt w granicach 30-45zł (czasem także z kieliszkiem lokalnego wina), co nie jest aż tak wielkim wydatkiem porównując ceny chociażby w Wiedniu, czy Warszawie. Za grillowane kalmary zapłacicie więc ok. 80HRK, za Cevapcici ok.60HRK. Oczywiście na dłuższą metę nie pozwoliłabym sobie na stołowanie się w restauracjach każdego dnia, jednak mając na uwadze, że był to tylko wyjazd na weekend - chciałam odkryć jak najwięcej. 
Jedzenie w Chorwacji przypadło mi do gustu, a zwłaszcza tamtejsze ziemniaki serwowane z czymś zielonym, co przez cały czas zdawało się być szpinakiem. Dopiero teraz pisząc to odkryłam, że były to... buraki liściowe, czyli botwina. 

 Chorwacja - w jakim języku łatwiej się porozumieć? 

Używam języka angielskiego w życiu codziennym i to właśnie jego wykorzystuję niemalże w stu procentach w czasie różnorodnych podróży. Tylko raz, przypadkiem zdarzyło mi się porozumieć z kierowcą z Ukrainy w języku polskim, którego zapytałam o drogę. Jakim zaskoczeniem było więc dla mnie usłyszenie, że niemal na każdym kroku w Rovinj można było słyszeć... język niemiecki. Kelnerzy, sklepikarze, turyści - znaczna większość z nich porozumiewała się po niemiecku. Zamówienie jedzenia nie było więc dla moich towarzyszy podróży problemem, ponieważ jako austriacy posługują się niemieckim jako językiem ojczystym. Mimo wszystko miałam wrażenie, że nie wychodzi się wtedy z tzw. ,,strefy komfortu", a wszystko nastawione jest na turystów. Mimo wszystko R. z uporem strał się wdrożyć kilka prostych, chorwackich słów do życia codziennego, jak na przykład hvala (dziękuję). 
Słysząc i czytając napisy w języku chorwackim zauważyłam jednak wiele podobieństw do języka polskiego i wiele razy zdarzyło mi się zrozumieć fragmenty rozmów. Takim oto sposobem możemy przywitać kogoś mówiąc dobro jutro czy dobrar dan, a pożegnać mówiąc swoiskim dovidenja! 

 

Rovinj - czy warto się tam wybrać?

Nigdy nie trzymam się standardowych poradników dla turystów i w większości przypadków odkrywam to, co dam radę zobaczyć w czasie spacerów. Rovinj to przepiękne, niewielkie miasteczko z kościołem umiejscowionym na wzgórzu. Zachwyciły mnie przede wszystkim detale, takie jak rosnące nieopodal granaty, mnogość drewnianych okiennic, czy nawet pranie zawieszone z okien, czy pomiędzy budynkami - co kojarzę z włoskich, czy chorwackich filmów. Nie mogłam nacieszyć oczu podwodnymi widokami wśród kamienistych i skalistych plaż - zwłaszcza, gdy zobaczyłam wszystkie piękne rybki i kraby. To właśnie tam spędziłam najwięcej czasu i nie przeszkodziła mi nawet wybitnie słona woda. Pamiętajcie jednak o obuwiu, które oszczędzi wam nieprzyjemności w czasie stąpania po kamieniach i ewentualnych jeżowcach (których akurat w tym regionie nie było zbyt wielu).
Zatem jeśli wybieracie się do Chorwacji, pomyślcie o włączeniu Rovinj do planu podróży - moim zdaniem warto!