Zotter chocolate factory, Austria

10/27/2015

Jeśli istnieje niebo na ziemi, to z pewnością jest to fabryka czekolady Zotter w Riegersburg. Nigdy w życiu nie czułam się taka przejedzona czekoladą i jednocześnie tak szczęśliwa, pomimo ryzyka wybuchnięcia. Ale więcej o samej czekoladzie. Po raz pierwszy usłyszałam o niej jeszcze w Szwecji, gdy R. pokazał mi swojego laptopa, w całości oklejonego tymi opakowaniami. Znalazłam jedną w sklepie z eko-czekoladą i już wtedy mi zasmakowały. Nie wyobrażałam sobie jednak, że któregoś dnia zwiedzę fabrykę od środka. A co lepsze - nie było absolutnie ŻADNEGO limitu jeśli chodzi o ilość czekolady, jaką można było tam zjeść, lub wypić. Cóż... :-) 

*English: If there's heaven on earth, I'm pretty sure it's Zotter chocolate factory in Riegersburg. I have never felt so full of chocolate in my life, and I have never been so incredibly happy about almost exploding because of it. But more about the chocolate itself. For the first time I heard about it back in Sweden, when R. showed me that all his laptop is covered by those taped chocolate papers. Then I tried one that I found in the eco-chocolate store and I already liked it. But I never imagined that I will see their factory from the inside. And what's better - there was absolutely NO limitation about the amount of chocolate that you could eat or drink inside. Oh well... :-)
Przy wejściu znajduje się część eksperymentalna, gdzie można spróbować różnych dziwactw, a dopiero później sprawdzić co się zjadło. Mrówki z szampanem, świńska skóra z czekoladą - to tylko nieliczne smakołyki. Można było też pochrupać suszone koniki polne oraz inne robaczki. Nie, nie odważyłam się. Wolałam zaczekać na normalną część zwiedzania, które rozpoczęło się od filmu (na szczęście z angielskimi napisami!) mówiącym o fabryce i jej założycielu. Był to bardzo ciekawy wstęp, który polecam wszystkim. 
Cała fabryka była podzielona na wiele sekcji, skąd można było przez szybę obserwować pracowników robiących czekolady, a także skosztować każdego półproduktu, które wykorzystuje się w produkcji. Od ziaren kawy, kakao, po różne rodzaje cukru, każdy możliwy rodzaj czekolad (w tym też płynne), aż w końcu gotowe czekolady w każdym możliwym smaku i wiele innych. I gdy piszę o każdym możliwym smaku, naprawdę mam to na myśli - np widoczne na zdjęciu wyżej opakowanie (Rosa Kokos und FischGummi), czyli różowy kokos i żelka rybna. Wbrew pozorom była bardzo dobra.

In the entrance there's experimental part, where you can try all the weird things, and then check what that was. Ants with champagne, pig's skin with chocolate - this is just a small part of it. You could also eat some crunchy grasshoppers and other bugs. No, I didn't dare to try. I prefered to wait for the normal part of sightseeing, which started with a movie (with english subtitles luckily!) about the owner and his factory. It was a really interesting introduction which I recommend to all of you. 
The whole factory was divided into many sections, from where you could take a look at the workers preparing sweets, and also taste every half-product which are used in the production. Starting from the coffee beans, cacao, through different kinds of sugar, every possible form of chocolate (also liquid), and finished chocolate bars in any possible taste. And if I say "almost every" - I really mean it. For example this one above (Rosa Kokos und FischGummi) - a pink coconut with fish jelly. And it was tasty too.
Nosiliśmy też ze sobą małe, ceramiczne łyżeczki, na które wszystko się nakładało. Każdy otrzymywał taką na wejściu. Ciekawym doświadczeniem było spróbowanie np. płynne czekolady lub kakao kompletnie bez zawartości cukru, czy też gotowe wersje 99% lub 100% zawartości kakao. Jednak były zbyt gorzkie. 
Świetnym pomysłem były też czekolady do picia, które wybierało się z wagonika jeżdżącego pod sufitem - Mango Lassi było moim faworytem. 
Dodatkowo cała fabryka wyróżnia się tym, że przetwarzają w niej wszystko sami. Od ziarenek po gotową czekoladę (Bean to bar). Bardzo dbają o ekologię i sprawiedliwy handel. 
Jednak to, co wzbudziło we mnie mieszane uczucia, to tzw. jadalny ogród na zewnątrz. Wokół fabryki rozpościera się wprost ogromny obszar, gdzie można odpocząć, spacerować i oglądać różnego rodzaju zwierzęta... które w głównej mierze hodowane są do późniejszego zjedzenia w ich restauracji. Oczywiście jest to znacznie lepsza forma uprawy, niż farmy. 

We were carrying with us small ceramic spoons that we got in the entrance, and they were used to try everything with them. It was an interesting experience to try out for example liquid chocolate or cacao completely without sugar, or ready versions with 99% or 100% cacao. But they were too bitter.
It was also a great idea to have there some drinkable chocolates, which we could choose from the train going close to the ceiling - Mango Lassi was my favorite.
Aditionally the whole factory makes everything by themselves. A bean to bar and fair trade policy is their goal. But what caused some mixed feelings was to see the edible garden outside. Around the factory there's a huge area where you can rest, walk or just see some animals... which in the main part are there to be eaten later in the restaurant. But of course that kind of eco farming is better than usual.
Na zewnątrz w ogrodzie dostępna była także ogromna ramka, w której można było zrobić sobie zdjęcie z zamkiem na skale widocznym w oddali. To był świetny dzień i wspaniałe doświadczenie - by zobaczyć fabrykę od środka!

Outside in the garden we also found a big frame, where you could take a picture with the castle in the background. It was a great day and such an amazing experience to see the factory from the inside!
Byliście tam może, lub planujecie wizytę? 
Have you been there, or maybe planning the visit? 

Przeczytaj również

4 komentarze

  1. Nie byłam, ale po tej relacji na pewno zapamiętam, że powinnam się tam wybrać! A potem nie tknę czekolady przez rok ;).

    OdpowiedzUsuń
  2. Alina lepiej się o to nie zakładaj.

    OdpowiedzUsuń
  3. Fabryka jest super, byłam tam z Benjaminem zimą. Pisałam o Zotter jedną pracę na studiach, a teraz piszę list motywacyjny, żeby ubiegać się u nich o pracę.
    Co do jadalnego ogrodu, piszesz, że masz mieszane uczucia. Jeżeli jada się mięso, to nie ma bardziej rozsądnej hodowli niż taka, jaką mają w Zotter. Na małą skalę, zwierzęta żyją w luksusowych warunkach, przypominając ludziom skąd bierze się mięso, które później jedzą. Bo dzisiaj widząc opakowane mięso w supermarkecie niewiele osób pamięta, że jakieś stworzenie straciło dla czyjegoś obiadu życie.
    Wegańskie podejście byłoby idealne, ale i tak ten sposób hodowania zwierząt wpisuje się mocno w założenia firmy i to jest fajne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej, dzięki za komentarz! Świetnie jeśli by Ci się udało - życzę powodzenia!
      Jeśli chodzi o ich ideę i założenia, to jak najbardziej się zgadzam - to nie tak, że jestem przeciwna. Wręcz przeciwnie, w domu rodzinnym wychodzimy z podobnego i także mamy malutką hodowlę dla własnego użytku, więc to w moim mniemaniu bardzo rozsądna opcja. Chodziło mi tylko o taki mały szok - że jednak rzadko widzi się to, co się później zje. Niemniej jednak nie chciałam zabrzmieć jakbym była temu przeciwna. Popieram to.

      Usuń