Christmas at home

12/31/2014

Cześć wszystkim! Jak się macie po świętach? Mam nadzieję, że każdy spędził je w gronie rodziny i przyjaciół, a święty Mikołaj nie poskąpił wam w tym roku łakoci. :-) Moje świąteczne plany zmieniły się w ostatnim momencie. Ze względu na to, że było duże ryzyko spędzania ich samotnie, postanowiłam w ostatniej chwili przejrzeć ofertę lotów i niedługo potem bilet czekał już do wydrukowania! Nie byłabym jednak sobą, gdybym po drodze nie miała jakichś przygód. Sam lot to raptem 1,5h, ale łącznie z przesiadkami na dwa pociągi i autobus -cała podróż z czasem oczekiwania trwa czasem nawet ponad 10 godzin! Niestety nie przetrwała tego moja walizka, w której kółka odmówiły posłuszeństwa tuż po wyjściu z domu, przed 30 minutową pieszą wędrówką i w deszczu - pięknie! :-) Ale nawet to nie zepsuło mojej wyprawy. Na miejscu czekało na mnie mnóstwo łakoci, ucieszona mama i przede wszystkim - mój kot! :-) 
W tym roku uznałyśmy także, że nie ma sensu kupowania ogromnej choinki, zatem w pokoju postawiłyśmy najmniejsze drzewko, jakie kiedykolwiek zdarzyło nam się mieć. Plus jest taki, że było w doniczce, zatem wkrótce zostanie zasadzone na działce. 
Nacieszyłam się znakomitą kuchnią mojej mamy, wypiłam gorący szwedzki glögg (uwielbiam ten biały!), a przede wszystkim zobaczyłam się ze wszystkimi znajomymi, za którymi najbardziej tęskniłam. 
I w dzień wylotu muszę stwierdzić, że ten spontaniczny wyjazd, to była najlepsza z możliwych decyzji. 

ENGLISH: Hi everyone! How are you after the christmas? I hope that everyone of you spent it with family and friends, and that the Santa Claus wasn't too stingy with giving you a lot of sweets this year. :-) My christmas plans has changes in the very last moment. Because of the high risk of spending it alone,  I decided to check the flights schedules and soon after that I already had my ticket waiting to be printed. But I wouldn't be myself if I would just travel with no adventures in the meantime. The flight itself took around 1,5h, but counting with switches for two trains and the bus- the whole travel lasts sometimes up to 10 hours! Unfortunately my suitcase didn't manage to survive it all, and the wheels broke just after stepping out of home, before 30 minutes of walk in the rain- beautiful! :-) But even that didn't kill my spirit and my journey. After arriving there were a lot of sweets waiting for me, and also my mum- and my cat! :-)
This year we also decided that there's no point in buying huge christmas tree, so in the room we settled the tiniest tree that we ever had. And the benefit is that it's in the pot, so we can plant it in our garden after all.
I also enjoyed the delicious cuisine of my mum, drank hot swedish glogg (I love the white one!), and what's most important - I was able to see all my friends that I missed the most. 
And the day of my departure I have to admit that my trip was the best possible decision. 

Przeczytaj również

2 komentarze

  1. A gdzie Sylwester? W Szwecji? Nawet nie wiem co to jest glogg, to alkohol? Kiedy powrót do nauki? Aaaaaa i gdzie się zapodział ten filmik z DIY?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kilka słów o sylwestrze chciałam napisać w kolejnej notce - niestety tak się złożyło że wczoraj dopiero miałam lot i jak dotarłam do Szwecji to już mi się nawet wychodzić nigdzie nie chciało- marzyłam o pójściu spać :)) Ale znajomi stanęli na wysokości zadania i przed wyjazdem zorganizowali wcześniejszego! Były fajerwerki, sukienki i nawet odliczanie do północy :)))
      Tak, glogg to alkohol - a dokładniej grzane wino z przyprawami :)
      Do nauki wróciłam już będac w Polsce bo miałam jedne zajęcia online. A kolejne już jutro rano niestety :D
      Z filmikiem były małe kłopoty techniczne, ale już wszystko działa i zaraz powinien znowu się pojawić na blogu :)

      Usuń