Orange Warsaw Festival and Kings of Leon

6/15/2014

Cześć wszystkim! Ostatnio byłam tak zabiegana, że Sztukastudiowania świeciła pustkami. Wracam do was dziś z małą relacją z Orange Warsaw Festival, na który wybrałam się z koleżankami. Celem całego wyjazdu był dla nas koncert Kings of Leon, ale uczestniczyłyśmy też w kilku wcześniejszych - grali między innymi Pixies i Queens of the Stone Age. Wybrałyśmy się jedynie na pierwszy dzień festiwalu, czego zaczęłam trochę żałować po tym, jak dowiedziałam się, że w ostatni gra jeden z moich ulubionych zespołów - Limp Bizkit. Mimo wszystko, uważam że było warto pokonać tą kilku godzinną trasę i spędzić dwa fajne dni w stolicy. 

Hi everyone! Lately I've been so busy, that Sztukastudiowania looked pretty empty. But I'm back with small photo-relation from Orange Warsaw Festival that I joined with my friends. Our main goal was heading to Kings of Leon concert, but we also managed to hear some others - Pixies and Queens of the Stone Age. We only went for the first day of the festival (I kind of regret that I couldn't join the 3rd day - because Limp Bizkit are playing then...). Anyway a few hours of ride was worth spending two days in the capitol. Even though the weather wasn't so great (it was raining almost all the time), we had a great time there. Kings of Leon live was an amazing experience!

 Pomimo wybitnie niesprzyjających warunków pogodowych (zrobiło się zimno i padało przez prawie cały pobyt), nie opuszczały nas dobre humory. Będąc na stadionie widziałyśmy Muńka Staszczyka, Reni Jusis, mojego sąsiada Dawida Kwiatkowskiego, no i przede wszystkim Maćka Stuhra ze zdjęcia powyżej (które większość z was mogła już zauważyć na Instagramie @sztukastudiowania).
Na szczęście nasz hotel był zaraz przy Pałacu Kultury, więc od razu po przyjeździe zostawiłyśmy tam rzeczy i miałyśmy chwilę czasu na wizytę w Złotych Tarasach. 
 Pomimo oczywistych pozytywów wynikających z wyjazdu, niestety organizacja festiwalu pozostawiała wiele do życzenia. W czasie największego deszczu nastąpiła awaria, przez co zawalił się jeden z monitorów przy mniejszej scenie - odwołano przez to trzy koncerty (w tym The Pretty Reckless, na który miałam plan iść). Fani czekający w kolejkach od wcześniejszych godzin nie zostali wpuszczeni na stadion i spędzili tam kilka godzin w deszczu. Nas na szczęście to nie spotkało. Poza tym, pojawił się problem w respektowaniu bransoletek, który każdy wchodzący na imprezę otrzymywał na wejściu. My miałyśmy bilety na płytę (zielone), a bez problemu mogłyśmy zajmować też miejsca na trybunach. W drugą stronę to nie działało i ci z pomarańczowymi opaskami nie mieli upoważnienia do schodzenia niżej pod scenę. By jednak wrócić z trybun na płytę nie można było po prostu zejść - tylko należało obejść cały stadion dookoła, co uważam za bardzo słabe rozwiązanie.
Dźwięk niestety też nie należał do najlepszych, zwłaszcza na Pixies (na zdjęciu poniżej). Z całego koncertu dało się zrozumieć jedynie ,,Where is my mind". Reszta była słyszalna z wyraźnym pogłosem. Na szczęście bawiąc się bliżej sceny nie było takiego problemu, ale podobno na trybunach nie dało się niczego zrozumieć.
 
Sam koncert Kings of Leon był fantastyczny. Bawiłyśmy się przy samej scenie z najlepszą z możliwych widocznością. Przy okazji Klaudia (z Room of Colours) zadbała o foto-relację. Chłopaki zagrali większość piosenek z płyty ,,Mechanical Bull", ale też kilka największych przebojów, takich jak: ,,Use Somebody", ,,Sex on Fire", ,,Closer", czy ,,Pyro".
Dodatkowym atutem były świetne wizualizacje wyświetlane na trzech ekranach oraz fragmenty teledysków. Szczerze mogę przyznać, że na żywo brzmią nawet lepiej, niż na płytach - co rzadko się zdarza w przypadku innych zespołów.
 
Kolejnego dnia miałyśmy trochę więcej czasu na wizytę w centrum i na starym mieście. Wróciłyśmy zmęczone, ale szczęśliwe!
 A wy jak spędziliście weekend? Był ktoś z was na pierwszym dni Orange Warsaw? :-)

Przeczytaj również

4 komentarze

  1. widziałam Kings of Leon dwa razy (choć za każdym razem tylko fragment) i mam zupełnie inne odczucia. mnie w ogóle nie chwytają za nic, bo na żywo brzmią zupełnie tak samo jak na płycie. zero nowych emocji, zmienionych aranżacji. trochę tak jakbym puściła głośniej płytę w domu. ale to chyba kwestia tego, że strasznie wybrzydzam :D i totalnie nie zgadzam się z tym, że większość zespołów brzmi gorzej na żywo! bo właśnie wiele brzmi lepiej :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie brzmią trochę ,,płytowo", ale to dobrze :)

      Usuń
  2. szkoda, że nie trafiłyście na ładną pogodę :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety, ale i tak dobrze się bawiłyśmy :))

      Usuń