Jak wzięłam udział w cyrku z horroru i zmierzyłam się z największym lękiem

Ekipa z Freaky Circus i my Ten wpis jest raczej niecodzienny, ponieważ całe wydarzenie takie było. Wszystko zaczęło się, gdy zauważyłam...

Ekipa z Freaky Circus i my
Ten wpis jest raczej niecodzienny, ponieważ całe wydarzenie takie było. Wszystko zaczęło się, gdy zauważyłam plakaty z nazwą ,,Freaky circus horrorshow" w Graz i bez większego zastanowienia zasugerowałam odwiedzenie tego miejsca, mając na uwadze to, że ostatni raz w cyrku byłam dość dawno temu. Bez czytania recenzji, bez sprawdzania zdjęć, niesłusznie założyłam, że będzie to typowy cyrk, tyle że z kilkoma bardziej odważnymi scenami, czy maskami na twarzach. Zobaczenie wszystkich strachów z dzieciństwa, włączając w to: Freddy'ego Kruegera, zabójcze klauny, czy stracha na wróble, utwierdziło mnie w tym, że będzie to show daleki od moich oczekiwań. Później, z bijącym sercem usiadłam na środku pokazu w czasie finału, by zmierzyć się ze swoim największym strachem. Tym razem nie jako część publiczności.

źródło: Zirkus Des Grauens

Freaky Circus Horrorshow

Jeśli nigdy przedtem nie spotkaliście się z tym wyjątkowym cyrkiem, miejcie na uwadze, że raczej nie jest to miejsce dla ludzi z problemami z sercem, kobiet w ciąży, dzieci, czy osób o lekkich nerwach. To właśnie tu wszystkie strachy stają się realne i są bliżej, niż się wydaje. Pomimo, że z wierzchu wygląda to jak zwykły cyrk, środek zaskoczy was nie raz. Bilety sprzedaje wampir, zaś by przejść do głównego namiotu trzeba sprawdzić się w strasznym labiryncie, w akompaniamencie krzyków innych odwiedzających. Brzmi zachęcająco?

źródło: Zirkus Des Grauens

Namiot horroru

Spodziewaj się niespodziewanego. Tak w skrócie można opisać wszystko, co działo się podczas pokazu. Publiczność podskakująca na krzesłach, rozglądająca się nerwowo na boki, wydająca okrzyki zaskoczenia, czy zniesmaczenia - wszystko to w akompaniamencie gromkich braw po każdym pokazie. Cyrk Horrorshow to nie tylko sceny grozy, ale również profesjonaliści w swoim fachu, którzy nie raz zaskoczą widzów swoją siłą, precyzją i umiejętnościami aktorskimi. Nie myślałam jednak, że stanę wraz z nimi na scenie.


Mr. Extreme

Poniższy akapit zawiera opis fragmentu pokazu, dlatego jeśli planujecie wybrać się na wspomniany Freaky Circus Horrorshow (Zirkus des Grauens), miejcie to na uwadze. Sam cyrk ma jednak swoje główne pokazy na terenie Niemiec i Austrii.
Mr. Extreme, czyli Kurt Späth, to jedna z najciekawszych postaci w cyrku. Ciągnięcie osoby siedzącej na krześle na kółkach przy pomocy liny z hakiem zaczepionej na języku, czy wieszanie akumulatora od samochodu na uszach, to jedne z jego popisowych numerów. Zaszokował publiczność wbijając sobie prawdziwe strzykawki w policzek i szyję, jednak dla mnie najstraszniejsze miało dopiero nadejść, gdy po jednym z numerów, rozglądając się po sali wskazał na mnie.
source: Zirkus des Grauens

Bliskie spotkanie ze strachem

Wychodząc na środek jeszcze nie wiedziałam co mnie czeka i chyba nie do końca wierzyłam, że to się dzieje naprawdę. Usiadłam na wskazanym krześle, po czym krwawa asystentka zapięła moje ręce pasami. Chwilę później narzucony mi na głowę kaptur skutecznie uniemożliwił domyślenie się, co dzieje się dookoła mnie, jednak stłumione odgłosy publiczności utwierdziły mnie w przekonaniu, że nie spodoba mi się to, co zobaczę. Szybkie odsłonięcie kaptura: na moim ramieniu siedzi prawdziwa tarantula!
Nieznoszę pająków, nawet oglądanie ich zdjęć przyprawia mnie o gęsią skórkę, a gdy jakikolwiek pojawia się na mojej drodze, najchętniej oddaliłabym się od niego jak najdalej. Mam tylko nadzieję, że ta tarantula wystraszyła się mnie tak bardzo, jak ja jej, bo na szczęście nie zawędrowała nigdzie dalej, a ja - skutecznie unieruchomiona, musiałam zmierzyć się z moim największym lękiem.
Krótko później, owinięta dodatkowo liną dookoła pasa, trzymałam w dłoniach dwa ogórki, a Mr. Extreme skrupulatnie odmierzał kroki dookoła mojego krzesła, by chwilę później z zasłoniętą głową i piłą mechaniczną, na oślep ściąć je zaraz przy moich dłoniach. I tak, jak nie wierzyłam, że takie numery są prawdziwe, tak teraz nie mam co do tego żadnych wątpliwości. Jednak, co zaskoczyło mnie najbardziej - zachowałam zimne nerwy. Z nadal szybko bijącym sercem wspólnie ukłoniliśmy się widowni, by chwilę później wrócić na swoje miejsce i dokończyć oglądanie show, tym razem bez mojego udziału.


Czy żałuję wzięcia udziału?

Być może zaskoczę tym niektórych, ale zdecydowanie nie! Choć nie spodziewałam się, że całość będzie aż w tak dużej mierze powiązana z interakcją z widzami, to nie żałuję udziału i obejrzenia wszystkich niesamowitych występów. Co więej, myślę, że z pewnością wybiorę się jeszcze raz, gdy tylko cyrk wróci z nowymi numerami.
A co okazało się dość ciekawym rezultem, to fakt, że mój paniczny strach do pająków drastycznie zmalał. Nie mówię, że teraz jestem chętna by nosić je wszystkie na rękach, ale nie jestem już tak przerażona ich obecnością. W gruncie rzeczy, nic nie może być gorsze niż tarantula na ramieniu, czyż nie? :-)

A co wy myślicie na temat takiego szalonego cyrku? Odważylibyście się wziąć udział?

Zajrzyjcie też tutaj:

0 komentarze