Czechy: Weekend w Pradze

4/02/2017

Praga od zawsze udziła u mnie dobre skojarzenia. Piękne zakątki, wspaniałe jedzenie, a teraz także znajomi, których warto było odwiedzić i wspólnie pozwiedzać. Oraz by przywieźć drewnianego krecika dla mojej mamy.
Nie zastanawiając się więc dłużej postanowiliśmy tym razem zrezygnować z samolotów, zaś udać się tam samochodem. Trasa pomiędzy austriackim Graz a czeskim Hradec Králové (485 km), w którym spędziliśmy dwie noce okazała się szybsza, niż przypuszczaliśmy. Pomimo śnieżnej zawieruchy dotarliśmy bez problemu na miejsce, gdzie przywitał nas nasz ulubiony Czech, Michal. Następnego dnia, zwarci i gotowi wyruszyliśmy wspólnie do Pragi (118 km), gdzie udało nam się spotkać z dawno nie widzianą Martiną i wybrać się na pyszne, typowo czeskie dania - jedno z nich zaskoczyło mnie szczególnie, ponieważ było to mięso z... bitą śmietaną (Svickova). Nie odmówiliśmy sobie także wypróbowania czeskiego piwa oraz lokalnych słodyczy, które w wielkim kartonie dotarły ze mną do Austrii. Okrągłe, czekoladowe Fidorki, Lentilky, czekolady Orion oraz nadziewane wafle to tylko niektóre spośród bogatej gamy słodkich pamiątek. 
I choć zazwyczaj przed zwiedzaniem sprawdzam w internecie warte uwagi zakątki, tym razem postawiłam na Michala i to on stał się naszym przewodnikiem, pokazując nam okolice zamku, z którego rozpościerał się piękny widok; dotarliśmy też do słynnego Mostu Karola i do staromiejskiego zegaru astronomicznego. Niestety pogoda nie rozpieszczała nas tamtego dnia, lecz poratowaliśmy się gorącymi kawami i słodkim bombardino.
A poniżej kilka zdjęć z naszej weekendowej wyprawy.

Czeski Pilsner i krecik. :-)
Svickova
Bombardino

Przeczytaj również

0 komentarze