Trzy fantastyczne dni w Macedonii - Skopje i Kanion Matka

1/15/2017

Podróż do Macedonii

Gdy myślę o Macedonii, mam głównie w pamięci zapachy z tureckiej dzielnicy Skopje, smak bułek z przyprawami z knajpki Gostilnica Turist i ich zimnego piwa Скопско. Przypomina mi się też upał, którego wtedy doświadczyliśmy i prawie-powódź w kanionie. Ale dlaczego tylko prawie?
Wszystko zaczęło się od późnego wieczoru, gdy udało nam się bezproblemowo dojechać do Macedonii. Zbliżając się w kierunku Skopje widzieliśmy tylko wielki, podświetlany krzyż na wzgórzu i wiedzieliśmy już, że zmierzamy w odpowiednim kierunku do centrum miasta. Tym razem obyło się też bez zagubienia się w mieście i w miarę szybko dojechaliśmy na miejsce, do Hostelu Urban (22 Adolf Ciborovski Str., Skopje). Po przejściu kilku kroków w kierunku recepcji usłyszeliśmy tylko ,,No w końcu jesteście! Dłużej już się nie dało? Martwiłem się, czy żyjecie! Magda, wysłałem ci smsa!" - cóż, my też ucieszyliśmy się widząc naszego czeskiego kompana i dotarło do mnie, że raptem tydzień bez stałej łączności z internetem sprawił, że nawet nie myślałam o sprawdzaniu telefonu. Jednak wracając do rzeczywistości, po zameldowaniu i szybkim rozpakowaniu, ruszyliśmy razem do miasta w celu znalezienia odpowiedniej knajpki na kolację. 

Skopje miastem pomników 

Samo miasto okazało się być miastem kontrastów. Z jednej strony bogate, wręcz bardzo bogate centrum; a z drugiej biedne obrzeża i dzieci bez butów proszące o kilka denarów. Ogromne budowle, wiele pomników a nawet grający muzykę most - wszystko to stworzone było z ogromnym przepychem, do którego zdecydowanie nie byłam przyzwyczajona.
Na szczęście nasz hostel był tego kompletnym przeciwieństwem - wygodny, schludny z miejscem na śniadanie na tarasie. To lubię! Nie tylko nocleg kosztował nas raptem 6 euro/os za noc, ale także rano czekało na nas wspomniane śniadanie w formie bufetu, w którym każdy mógł znaleźć coś dla siebie. Tak spodobał nam się ten hostel i to miasto, że postanowiliśmy zostać tam odrobinę dłużej, spędzając łącznie 2 cywilizowane noce w Urban Hostel i jedną pod namiotami w Kanionie Matka. 
Jednak wracając do tematów kulinarnych; Skopje, którego interesującym punktem był turecki bazar, oferowało dania z różnych stron świata, w których jednak zdecydowanie przeważało mięso z grilla przypominające chorwackie Ćevapčići. Ufając poleceniu Michala, udaliśmy się do wcześniej wspomnianego miejsca: Gostilnica Turist przy Kazandziska Br.1, Skopje. Było warto! A jedzenie i miła obsługa spodobały nam się na tyle, że wróciliśmy tam jeszcze przed wyjazdem z miasta.
 Bezpańskie psy nie były nowością także w Skopje, jednak tu zostały zaznaczone specjalnymi klipsami.
Ślady kolorowej farby na budynkach i pomnikach to efekt protestu, który miał tam miejsce niedługo wcześniej

Krzyż Milenium w Skopje 

Po zwiedzaniu miasta przyszedł czas na odkrywanie natury. Rozpoczęliśmy od wjazdu kolejką na górę Vodno (bilet to ok. 8zł), skąd rozpościerał się widok na całe miasto i słynny Krzyż Milenium. Miejsce zdecydowanie warte odwiedzenia. Jest to także punkt dla rowerzystów, skąd ciągną się trasy w dół; oraz dla pieszych wędrówek. Wracając do samochodu z roztargnienia zostawiłam przypadkiem swoje okulary przeciwsłoneczne na dachu samochodu, które spadły gdy tylko samochód nabrał prędkości. Okazało się, że miałam szczęście w nieszczęściu, ponieważ jadący za nami samochód zatrzymał się po nie, wyprzedził nas i jechał z wyciągniętą ręką trzymającą okulary, dopóki nie dotarło do mnie, że: ,,Aha! To moje!". :-)

Kanion Matka w Skopje

A skoro już o naturze mowa, to nasza krótka podróż w trójkę także należała do dość... dzikich. :-) Przygotowani do dwuosobowej podróży, zapakowani niczym zaawansowany poziom Tetrisa ze sporym materacem na tylnym siedzeniu, zorganizowaliśmy wszystko tak, by nie zakłócać swojej widoczności, komfortu i możliwie szybko zapakować się i rozpakować. Plan spędzenia nocy w kanionie trochę to utrudnił, ale nie uniemożliwił. Na tamten moment nie wiedzieliśmy, czy następnego dnia wyruszymy dalej, czy zostaniemy, dlatego woleliśmy mieć ze sobą wszystkie rzeczy, wiedząc że rezerwacji w hostelu zawsze możemy dokonać później. 
Po wędrówce, podziwianiu widoków i zjedzeniu przepysznej grillowanej kukurydzy za 50MKD (3zł) szukaliśmy miejsca do rozbicia namiotów, które nie przeszkadzałoby ani turystom, ani strażnikom. Od wymarzonego miejsca dzieliła nas: rzeka, przegroda na rzece oraz znajdujące się na niej słupki. Nie zrażeni wyzwaniem, po zaparkowaniu samochodu postanowiliśmy przejść na drugą stronę, balansując gdzieś pomiędzy strefą bezpieczeństwa a wpadnięciem do rzeki z całym ekwipunkiem, udało nam się bezpiecznie dotrzeć i rozbić obóz. Wszystko odbywało się świetnie do momentu, w którym chłopaki zaczęli straszyć mnie opowieściami o leśnych niedźwiedziach, wędrowcach oraz do chwili, w której R. postanowił sprawdzić, dlaczego okolica zaczęła tak głośno szumieć. Przybiegając do nas szybko i rzucając magiczne słowa: ,,Podnieśli tamę!" raczej nie liczył na nasz entuzjazm. Okazało się bowiem, że nasza droga powrotna znajduje się całkowicie pod wodą, której strumień porwałby wszystko na swojej drodze. Na szczęście wybraliśmy miejsce na wzgórzu, dzięki czemu mieliśmy nadzieję (i tak też było!), że woda nas ominie, zaś nad ranem będziemy mogli wrócić do samochodu.
Za dnia, po odwiezieniu Michala na miejsce, z którego planował dalszą autostopową podróż, postanowiliśmy przedłużyć pobyt, lecz tym razem w lepszym standardzie i wybraliśmy mały apartament dostępny na górze Hostelu Urban. To był strzał w dziesiątkę z własną kuchnią połączoną z salonem oraz wygodną sypialnią. Macedonia, która niewątpliwie wskoczyła na listę moich ulubionych miejsc kojarzy mi się teraz także z filmem Suicide Squad obejrzanym w pobliskim kinie, zapachem ciepłego deszczu w centrum i świetną przygodą w doborowym towarzystwie.
Skopje to dla mnie także czerwone podwójne autobusy, które kursowały tam nie jako turystyczna ciekawostka, ale jako normalny transport publiczny.
Pozostaje tylko czekać na kolejną okazję, bo odkryć większą część tego niesamowitego kraju. A póki co zachęcam was wszystkich do podróży do Skopje!
Przygody naszego szalonego wędrowca możecie śledzić na instagramie pod nickiem @check_this_travelling_czech

Przeczytaj również

1 komentarze

  1. Przepiękna wycieczka, żałuję, że mnie tam nie było :/

    OdpowiedzUsuń