Bułgaria: 5 powodów dla których nie warto udawać się do Słonecznego Brzegu

1/24/2017

Jak zapewne wiecie, rzadko zdarza się, żeby na blogu pojawiał się wpis zniechęcający do odwiedzenia konkretnego miejsca, czy kraju. I choć zawsze staram się podsumować podróż biorąc pod uwagę zarówno plusy, jak i minusy, tym razem Słoneczny Brzeg wypadł niestety zbyt blado, by wypowiedzieć się na jego temat w superlatywach. Jednak to tylko fragment całego, niesamowitego kraju, w którym zdążyłam też odkryć jego dobre strony przy wizycie w Sofii, stolicy. Łącznie w Bułgarii (nie licząc krótkich przystanków po drodze) zatrzymaliśmy się 3 razy: w małej miejscowości Aheloy, w Sofii i w tytułowym Słonecznym Brzegu. Dlaczego jednak nie warto się tam wybierać? 


1. Słoneczny brzeg zdominowany jest przez hotele 

Jeśli pragniecie poznać prawdziwą Bułgarię, na marne szukać jej będziecie w Słonecznym Brzegu. I choć wiedziałam, że to miejsce należy do turystycznych miejscowości, nie zdawałam sobie sprawy z tego, że horyzont jest całkowicie zdominowany przez hotele, hostele i inne kurorty. Wielbicieli kultury odsyłam więc raczej do Sofii, która wywarła na nas obojgu bardzo pozytywne wrażenie.

 

2. Fast food na każdym kroku 

McDonald's w drodze na promenadę? Kebab pomiędzy zakupami? Wszystkie tłuste pokusy w jednym miejscu lub też ratunek dla skacowanych imprezowiczów. :-) Niestety wyszukanie tu prawdziwej, bułgarskiej kuchni graniczy z cudem. Odwiedzając jakiś kraj zawsze mam na uwadze to, by spróbować lokalnych dań. Jednak dla chcącego nic trudnego i już kawałek za centrum dotarliśmy do Lapa Lapa (Kv. Chaika No36) gdzie natrafiłam na jeden z lepszych gulaszy w czasie całej podróży. Za moją namową udaliśmy się tam znowu następnego dnia, co dobrze świadczy o lokalu. 
Niemniej jednak samo Sunny Beach nie wywarło na mnie pozytywnego wrażenia pod względem żywnościowym.

3. Słoneczny brzeg to miasto sklepów i reklam 

Widoki w mieście nie należą do najpiękniejszych. Na każdym rogu spotkać się możemy ze specjalnymi ofertami dla turystów, obwieszonymi gadżetami sklepami, wszechobecnymi podróbkami różnych marek i wszystkim tym, czego z pewnością większość osób nie potrzebuje w czasie urlopu. Niestety za dnia prezentuje się to dość ponuro. Wieczorem całość rozświetla się neonami, ponieważ to właśnie Słoneczny Brzeg określany jest mianem najbardziej imprezowego kurortu. 

4. W słonecznym brzegu napotkacie tłumy turystów 

Zdarzało mi się bywać w dość popularnych miejscach, w których turyści to całkowicie normalny element krajobrazu. Jednak ani Rzym, Paryż, ani nawet Wiedeń nie równają się z tym, co spotkałam w drodze na promenadę. Tłumy podążające za klubami, grupy nastolatków, wszechobecny kicz, muzyka, błyskotki, a do tego papugi do zrobienia sobie zdjęcia. Gubiąc się w tym wszystkim nie wiedziałam już, czy mam za wysokie wymagania, czy może po prostu nie pasuję do obrazu typowego turysty. Tego typu miejsca zniechęcają mnie do ponownej wizyty i widzę w nich tylko maszynkę do zarabiania na odwiedzających. 

5. Brudne morze

Przyzwyczajona do pięknych, rajskich krajobrazów Chorwacji już widziałam się nurkującą i odkrywającą podwodny świat Bułgarii. Niestety już przy pierwszym podejściu powiedziałam kategoryczne NIE kąpielom w Aheloy. Dobrze pamiętam nasze polskie morze, które również nie należy do najczystszych, jednak to właśnie Morze Czarne wylądowało na mojej liście najbrudniejszych. W Słonecznym Brzegu niestety wcale nie było lepiej. Nie zrezygnowałam jednak z pomoczenia nóg, jednak rajskie kąpiele musiały zaczekać na inną lokalizację.

A przy tym wszystkim... bawiłam się świetnie!

Brzmi zaskakująco? Najpierw podaje powody, dla których nie warto się tam udawać, a później pisze, że się świetnie bawiła. Trzy-tygodniowe podróże mają to do siebie, że można spotkać po drodze różne miejsca. Lepsze i gorsze, piękniejsze i brzydsze. Ale o to w tym wszystkim chodzi, by odkrywać jak najwięcej i dobrze się przy tym bawić. Nie warto jest więc chodzić ze skwaszoną miną i być ze wszystkiego niezadowolonym, tylko starać się odkryć plusy w miejscu, w którym akurat się znajdujecie. I takim oto sposobem zmieniliśmy Aheloy na lepsze miejsce, w którym widok wieczorem rekompensował nam spacer po zatłoczonej promenadzie. Hotel Iguana, który zlokalizowany był odrobinę dalej od samego centrum okazał się być świetną odskocznią od zgiełku miasta. Będąc w Słonecznym Brzegu staraliśmy się wydobyć z tego czasu to, co najlepsze. I choć spędziliśmy ten weekend w pozytywnej atmosferze, zdecydowanie unikałabym powrotu w tamto miejsce (zwłaszcza dłuższego, niż weekend). Dla osób, które nie planują spędzać każdego wieczoru na imprezie i hamburgerze to miejsce jest po prostu nieodpowiednie. Zamiast tego, polecałabym wybrać się do Sofii, która z pewnością przypadnie do gustu wielu z was. 
A mówiąc o Sofii od razu mam na myśli jedną z najlepszych restauracji, które udało nam się odwiedzić. W poszukiwaniu lokalnej kuchni i świetnego wina, natrafiliśmy na Hadjidraganov's Cellars przy ul.Hristo Belchev 18. Nie tylko wyszliśmy z tego miejsca z litrem lokalnego wina na później, ale także z pełnymi brzuchami. Jeszcze nigdy deser nie okazał się większy od ogromnego dania głównego dla dwóch osób - a przy tym tak pyszny. Dlatego zawsze warto dać drugą szansę krajowi, który nie wywarł na nas dobrego pierwszego wrażenia, a z pewnością odkryjemy jego lepsze strony. 
Widoki z naszego tarasu

 Sofia, Bułgaria

 
A co wy sądzicie o tym miejscu? Na plus, czy na minus? :-) 

Przeczytaj również

5 komentarze

  1. Osobiste spostrzeżenia. Na plus:
    - tanie jedzenie i picie na mieście (zupełnie nie opłaca się jakiś AI, ewentualnie można samo śniadanie w hotelu, jak się nie chce wychodzić i robić co rano zakupów)
    - Nessebyr, Sozopl i Święty Wlas - małe miejsowości, ale mają swój urok, można bardziej tam sie zresetować, niż w centrum Słonecznego Brzegu
    - możliwość wypożyczenia roweru i urwania się gdzieś w stronę wzniesień

    Minusy:
    - raj dla naćpanych i napitych nastolatków (nie jestem jakąś 70-letnią zakonnicą, ale widoki niekiedy na ulicach były nieciekawe i to mocno)
    - wieczzny hałas, targi tandety
    - brudne morze (glony i meduzy)
    - pogoda na początku września nieciekawa (pochmurnie i b. wietrznie)
    - Burgas- cóż, jakby widziała Polskę z początku lat 90, bieda, szaro, buro, ponuro, brud

    Ogólnie nie polecam. Bułgaria fakt jest tania. Może kiedyś był to raj dla bogatych Polaków i mafiosów. Teraz niczym nie zachwyca. Polecam Kretę, Hiszpanię (niestety cholernie droga), Majorkę (całą wyspę można zwiedzić samochodem), a jeśli ktoś lubi tylko leniuchować na dużej plaży w ciepłej, krystalicznej wodzie to Turcja (Alanya).

    OdpowiedzUsuń
  2. Też nie byłam zadowolona, niestety nie polecam wakacji w tym miejscu.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mamy okazję zobaczyć Pani bloga po raz pierwszy, na pewno będziemy zaglądać częściej! ❤️ Zapraszamy Panią i czytelników do wzięcia udziału w konkursie walentynkowym, w którym można wygrać perfumy Carolina Herrera Good Girl, Armani Acqua Di Gio Profumo oraz voucher. Pozdrawiamy! http://wisebears.pl/konkurs-walentynkowy/

    OdpowiedzUsuń
  4. niedawno ogladalam dokuemnt na temat Sunny Beach
    takich ekscesow nie ma w Pamietnikach w wakacji

    OdpowiedzUsuń