Koci lokator

9/03/2016


Są miłośnicy psów i są miłośnicy kotów. I jestem też ja, która najchętniej przygarnęłaby każde napotkane na drodze zwierzątko. Jeszcze jako dziecko zdarzało mi się pojawić w domu z kotem znajdą po pachą, po czym następowała lawina telefonów do wszystkich znajomych z pytaniem, czy może ktoś chciałby go przygarnąć na stałe. Mojego pierwszego, wybłaganego typowym: ,,mamo będę go wyprowadzać i kochać" psa kupiliśmy, gdy rozpoczęłam pierwszą klasę. Było to na spacerze na bulwarze, gdy myślałam, że pan stojący z kartonem sprzedaje świnki morskie. Zawrotna suma 20zł poskutkowała 14 latami wypełnionymi radosnym poszczekiwaniem i merdającym ogonkiem, który kształtem przypominał ten świński.
Kota znalazłam kilka lat później i przyniosłam pod kurtką w mroźną zimę. Nikt nie spodziewał się, że zostanie z nami na zawsze, a już w szczególności tego, że okaże się być wyjątkowo puchatym, pięknym i posłusznym Maine-Coonem. Jednak nawet największa radość związana z posiadaniem zwierzęcia nie załagodzi bólu jego nieobecności. Do tej pory wracając do domu mam w zwyczaju rozglądać się, by sprawdzić, czy nie śpi przypadkiem na moim łóżku, albo czy nie ułożył się gdzieś na moim plecaku. Mam jednak nadzieję, że tam gdzieś w kocim niebie jest mu równie dobrze.

Cześć, Pixel!

Wakacje to niewątpliwie czas zmian. Koniec studiów, moja (póki co) najdłuższa podróż życia, kolejna zmiana kraju. Łatwo się w tym wszystkim pogubić. Ciężko więc opisać, jak szczęśliwa byłam, gdy dowiedziałam się, że mój nowy współlokator planuje adoptowanie kota! Po długim oczekiwaniu przywitał mnie w domu pozytywny ,,miałk!", a potem wszystkich ogarnęła kocia mania. :-)

Przeczytaj również

4 komentarze