Jak przetrwać związek na odległość i nie zwariować?

6/27/2016




 
Związek na odległość. Już sama nazwa wywołuje u wielu gęsią skórkę i negatywne skojarzenia. Kobiece czasopisma i fora internetowe pełne są niepochlebnych opinii na ten temat. Mówi się, że nie są to prawdziwe związki, że są prostą drogą do zdrady, a w ogóle to i tak się rozpadną, więc najlepiej to nawet nie próbować. No tak, w końcu w obawie przed porażką nie warto podejmować żadnych kroków i przeżyć swoje życie w tzw. ,,comfort zone", czekając na pozytywne zmiany, które mają przyjść bez kiwnięcia palcem. Jednak gdy nic się nie zmienia, a czas przepływa między palcami, często można spotkać się z historiami ludzi, którzy stwierdzili, że żałują, że nie zaryzykowali. 
Ja nigdy do nich nie należałam. 
Pamiętam, gdy jeszcze jako dziecko zawsze starałam się utrzymać wakacyjne znajomości poprzez... pisanie listów! Biorąc pod uwagę komputeryzację naszego pokolenia, brzmi to archaicznie, ale jednocześnie była w tym jakaś magia, oczekiwanie i satysfakcja z tego, że przyjaźnie przetrwały - a przynajmniej do kolejnego lata. :-) Podobnie rzecz miała się w przypadku wyjazdu wakacyjnego (6 lat temu!), po którym zyskałam wartościową przyjaźń z Wrocławia, ale na szczęście tu kontakt internetowy zastąpił listowe rozwiązania. I choć dystans odgrywa tu znaczącą rolę, gdy tylko się widzimy, rozłąka zdaje się być niewyczuwalna. Zatem nigdy nie rozumiałam dlaczego dystans miałby przeszkadzać w przyjaźni.
Ale związki na odległość to już inna historia, w której powodzenie nigdy nie wierzyłam. Mój punkt widzenia opierał się głównie na zasłyszanych historiach kończących się wyłącznie płaczem, filmach w których dystansowy happy end nie był opcją i artykułach w internecie, które jednoznacznie głosiły: nie pakuj się w to! 
Cóż, wpakowałam! I co więcej, po roku uważam, że była to doskonała decyzja. Więc jeśli stoicie przed podobnym wyborem, a przed sobą macie tylko negatywne opinie, zastanawiacie się czy warto, czy to ma jakikolwiek sens - zapraszam do przeczytania mojego wpisu, w którym dzielę się nie tylko swoją opinią na ten temat, ale też moich najbliższych znajomych, którzy są w podobnej sytuacji. :-) 

 
Czym jest związek na odległość? 
Zacznijmy od najważniejszego. Z mojego punktu widzenia jest to związek, który z różnych przyczyn zmusza partnerów do czasowego lub długotrwałego utrzymywania relacji na odległość. Sam dystans nie jest oczywiście dokładnie sprecyzowany, jednakże prędzej powiemy tak o relacji na kilkaset kilometrów, niż pomiędzy dwoma końcami miasta. :-) Obecnie dzięki różnorodnym sposobom podróżowania (samochody, autobusy, pociągi, samoloty) i komunikacji (telefony, internet z whatsappem, fb, Skype...) sprawiają, że dystans jest mniej znaczący. Jednak nadal istnieje. I choć nic nie zastąpi spotkań twarzą w twarz, wiele osób radzi sobie z nim bez problemu i wierzą w to, że ich i żyli długo i szczęśliwie będzie efektem własnych wyborów, poświęcenia i zaufania. Zadałam więc kilka pytań Agnieszce, Martinie, a także swojej drugiej połówce. Co mają na ten temat do powiedzenia? Przekonajcie się poniżej.
Jaka jest odległość między tobą a twoją drugą połówką?
Agnieszka: Ok. 1300km (Polska-Anglia)
Martina: Pochodzę z Rzymu, ale żyję w Belgii, w okolicy Brukseli, a mój chłopak mieszka w miejscowości Jena (wschodnie Niemcy). Jest to ok. 600-630 km, lub - co liczy się bardziej w związku na odległość - ok. 8 godzin w przypadku lotu z/do Berlina (wliczając w to też pociąg/autobus aby dostrzeć na lotnisko i do naszych miast). Jeśli jadę samym autobusem, podróż zajmuje mi do 16 godzin, ponieważ nie ma bezpośredniego połączenia i muszę przesiąść się w Kolonii lub innych miastach w zachodnich Niemczech.   
Rene: Mieszkam w Graz, w południowej Austrii, a moja dziewczyna mieszka na północy Polski. Dystans pomiędzy nami to ok. 900km. Jest to dość daleko, ale mamy dobre, choć kosztowne połączenie pomiędzy naszymi miastami.
Co zaskoczyło Cię najbardziej w związku na odległość? 
Martina: Zawsze miałam przyjaciół w różnych zakątkach świata, wiele ,,przyjaźni na odległość" i może myślałam, że związek na odległość byłby w zasadzie taki sam, ale z większą ilością ,,kocham cię" i ,,tęsknię za tobą". Oczywiście, zamiast tego, związek na odległość jest na kompletnie innym poziomie. Nie potrafiłabym wytłumaczyć tego inaczej, niż mówiąc, że jest po prostu inny. Wydaje mi się, że to, co zaskoczyło mnie najbardziej to to, że udało nam się odnaleźć nasze własne doświadczenia jako para od początku i że wyszło to bardzo naturalnie. Każde z nas wykonał krok w stronę zainteresowań drugiej osoby i to sprawiło, że odnaleźliśmy nasze sposoby na to, by być razem i spędzać czas i dzielić hobby nawet przez komputer. Na przykład ja nauczyłam się grać w Minecraft, zatem możemy otworzyć serwer i grać razem. Ponidziałek wieczór jest za to naszym czasem na oglądanie Gry o tron i komentowanie jej później na Skype. Czasem spędzamy na Skype całe popołudnie tylko by upewnić się, że obydwoje skupiamy się na byciu dobrymi studentami. Albo jemy razem śniadanie, gdy mamy na to czas i nawet zapraszamy się na oficjalne randki od czasu do czasu: zamawiamy sushi na wynos, wracamy do domu, ubieramy się ładnie i jemy razem kolację przez Skype. Zaskoczyło mnie to, że można robić razem tyle romantycznych rzeczy nawet na dystans!

Agnieszka: Najbardziej zaskoczyło mnie moje własne podejście do niektórych rzeczy. Związek na odległość pozwolił mi lepiej poznać samą siebie i nauczył cieszyć się z najdrobniejszych rzeczy. Uświadomił mi też, jak ważna jest bliskość drugiej osoby. 

Rene: Zaskoczyło mnie, że tak wiele można się z tego nauczyć. Najważniejsze było dla mnie zrozumienie, że najmniejsze rzeczy są najważniejsze. To czy się powie dobranoc swojej drugiej połówce, czy dzień dobry może mieć duży wpływ. Obejrzenie filmu wspólnie przez Skype sprawia, że można poczuć się, jakby było się w tym samym pokoju. Najbardziej zaskakujące było to, że to rzeczywiście działa.
Jaka jest najlepsza i najgorsza rzecz w związku na odległość?
Agnieszka: Każdy z nas wie, jak wyglądają początki związków. Dużo motyli w brzuchu i chęć spędzania z tą osobą każdej wolnej chwili. Zaletą tego typu związków jest fakt, że te emocje towarzyszą nam zdecydowanie dłużej. Wadą jest to, że jednocześnie bywa to bardzo męczące. 

Martina: Najlepszą rzeczą (oprócz Christiana, oczywiście!) są
podróże! W związku na odległość (jeśli jest to blisko i mieści się w budżecie), możecie pozwolić sobie na regularny bonus w postaci wypadów i odpuszczenia piątkowych lub poniedziałkowych zajęć bez poczucia winy! W ciągu roku związku zwiedziłam wiele niemieckich miast, w czasie normalnych wycieczek z nim i solo w czasie godzin spędzonych w oczekiwaniu na kolejne połączenie autobusowe. Kolejnym wielkim plusem był fak, że jest moim prywatnym nauczycielem niemieckiego, mogę trenować język z nim, jego rodziną i przyjaciółmi, gdy tylko ich odwiedzamy. Najgorszą rzeczą (oprócz mojego głupiego połączenia internetowego, które nie pozwala na połączenia video w dobrej jakości za każdym razem) jest to, że zaczęłam przyzwyczajać się do tego, że odwiedzamy się z chłopakiem według konkretnego planu, zatem jeśli musimy odpuścić sobie wyjazd, jest to dla mnie dość trudne. Oczywiście tęsknię za nim każdego dnia i jak najbardziej niemożność przytulenia go, czy pójścia z nim na spacer jest po prostu... do kitu, ale ale gdy wiem, że zobaczę go za miesiąc, zbieram się w sobie i jestem w stanie to przetrwać. Gdy czasem siła wyższa zmusza mnie do odpuszczenia jednego z miesięcznych spotkań (jak to dzieje się teraz, gdy mam egzaminy i nie możemy się odwiedzić), czuje się smutna, ponieważ mój licznik dni nie pokazuje 30 a 60. Wiem, że czas płynie mimo wszystko, ale nigdy wystarczająco szybko!

Rene: Najgorsze jest z pewnością to, że nie można przytulić się na dystans. Gdyby pojawiła się jakaś sprzeczka, łatwo byłoby ją załagodzić poprzez przytulenie drugiej osoby. W związku na odległość trzeba sobie radzić mając do dyspozycji tylko rozmowę i to nawet nie twarzą w twarz. To bardzo trudne. A najlepsza rzecz jest taka, że można nauczyć się naprawdę wiele na temat wartości małych rzeczy i wykorzystywania czasu aż do ostatnich sekund, ponieważ wie się, jak istotne są. Poza tym dużo się podróżuje. Macie okazję odkryć kraj drugiej połówki, nauczyć się języka i poznać wiele nowych, świetnych osób.
 

 
 
Jaką radę dalibyście komuś, kto zastanawia się przed wejściem w związek na odległość? A co powiedzielibyście sobie, gdybyście mogli cofnąć się w czasie? 

Agnieszka: Nie można nastawiać się negatywnie. Zawsze warto zaryzykować. Życie na odległość to ważna próba dla związku, z której można wyciągnąc wiele przydatnych lekcji. Oczywiście jeśli myśli się o tej osobie, jako o partnerze życiowym, długoterminowym. Jeżeli nie ma się pewności co do tego, czy chce się z tą osobą spędzić część życia, nie warto tracić czasu. Natomiast sobie poradziłabym więcej zaufania i zwracania uwagi na fakty, a mniej na rzeczy, które w ostateczności mogą okazać się naszym wymysłem. I aby nie bać się rozmawiać i mówić to, co leży nam na sercu bez myślenia o tym, jakie to przyniesie skutki.  
Martina: Powiem dokładnie to, co powiedziałam chłopakowi, gdy zastanawialiśmy się przed rozpoczęciem związku na odległość: zawsze lepiej wiedzieć, że gdzieś tam w świecie jest ktoś, kto was kocha, myśli o was, tęskni i czeka - w taki sam sposób, w jaki wy kochacie, myślicie, tęsknicie i czekacie na niego i wiecie, że wrótce się spotkacie; niż myśleć, że ten ktoś istnieje, ale nie zobaczycie się więcej, będziecie tracić czas próbując zapomnieć, a w konsekwencji nigdy nie dowiecie się, co straciliście i będziecie tego żalować. Po co marnować coś tak dobrego, jak miłość i wspomnienia, które dzieliliście z daną osobą i możecie nadal dzielić w przyszłości? A jednocześnie dobrze jest mieć solidną bazę, od której zaczniecie. Mój chłopak i ja w pewnym sensie umawialiśmy się przez trzy miesiące i zanim pojawiły się plany odnośnie związku na odległość, mieliśmy już pojęcie na temat tego, jak wygląda bycie razem. Wierzę w to, że byłoby ciężej zacząć od zera, ale nadal nie niemożliwe! Co jak co, ale najważniejsze, najbardziej fundamentalne w związku na odległość to mieć - bez wątpienia - zaufanie! A co powiedziałabym sobie? Hmm, trudne pytanie. Teraz powiedziałabym sobie z przeszłości, hej przestań się tyle zamartwiać, będzie łatwiej, niż sobie wyobrażasz! On jest kimś wyjątkowym i nigdy nie będziesz musiała zastanawiać się nad tym co on robi, albo z kim jest, bo... cóż, kocha cię! Nie wiem, co powiedziałabym oprócz tego. Zawsze byłam typem osoby, która prędzej uderzy głową w mur a dopiero potem nauczy się na błędach, zatem starsza i mądrzejsza ja z pewnością interweniowałaby w takich ekstremalnych sytuacjach! 

Rene: Z całą pewnością jest to warte zachodu. Jeśli uda wam się przetrwać związek na odległość, wtedy wasz związek jest tym jedynym. Nic nie jest trudniejsze, niż bycie na dystans z partnerem, ale jest to szansa na nauczenie się wielu rzeczy o sobie i od innych ludzi z podobnym doświadczeniem. Można też znaleźć swoją bratnią duszę. Ciężka praca popłaca. A nagrodą jest wasza dziewczyna/chłopak. Nie powiedziałbym sobie niczego, gdybym cofnął się w czasie. Moj związek na odległość zadziałał i jest idealny taki jaki jest. Jeśli bym coś zmienił, coś mogłoby pójść nie tak [przyp.aut, efekt motyla].
 

Jak z upływem czasu zmienił się wasze zdanie na temat związków na odległość? 

 Martina: Na pierwszy rzut oka mój punkt widzenia nie zmienił się. Zawsze popierałam związki na odległość, gdy moi przyjaciele byli w takich i widziałam, że mają rację bytu. Oczywiście, są trudniejsze niż relacje na mniejszą odległość, ale - nazwijcie mnie niepoprawną romantyczką - miłość to miłość, w każdej jej formie i znaczeniu! To, co się zmieniło, to raczej moja wiedza na ten temat. Mój związek na odległość okazał się lepszy i dłuższy, niż poprzednie. Wszystko zawsze zależy od osoby: jeśli znalazło się tego, kto sprawia, że się uśmiechacie gdy chce wam się płakać; tego, kto będzie was trzymać za rękę i pokaże zachód słońca na wzgórzu za miastem (...), wtedy dlaczego mielibyście z tego zrezygnować? ,,Dystans rozdziela ciała, nie serca". 

Agnieszka: Jest to mój pierwszy związek na odległość i nigdy nie myślałam, że takowy mi się przytrafi. Jednak moje zdanie było takie, że związek na odległość owszem - ale po kilku miesiącach bycia ze sobą, życia w jednym domu, czy mieście. W tym przypadku weszłam w związek na odległość z marszu. Nie żałuję i gdyby była taka konieczność (oby nie :-) ), podjęłabym taką decyzję raz jeszcze. 

Rene: Tak, zdecydowanie zmieniłem swój punkt widzenia. Zanim rozpocząłem związek na odległość, byłem przekonany, że to nie działa - ale okazało się odwrotnie. Teraz wiem, że działa i cieszę się z tego. Moje życie zmieniło się znacząco od rozpoczęcia mojego związku i nigdy z niego nie zrezygnuję. Mogę tylko poradzić innym, żeby spróbowali. Jeśli się nie uda, zyskacie doświadczenie. A jeśli się uda, zyskacie wszystko, czego brakowało wam do tej pory w życiu.

A jakie jest wasze zdanie na temat związków na odległość? Macie jakieś doświadczenia z tym związane? Wierzycie w to, a może jesteście przeciwnikami? Podzielcie się opinią! :-)

Przeczytaj również

2 komentarze

  1. Mi się nie udało :( Dostałam świetnie płatną pracę na miejscu i ciężko byłoby zostawić chorego tatę. Ale mogę stwiedzić, że nasi polscy panowie nie są tak mocno romantyczni i wspierający. Ja przynajmniej tego od nich nie doświadczyłam. Czym jest prawdziwy romantyzm i wsparcie tak na sto procent dowiedziałam się będąc w związku właśnie z obcokrajowcem. Trzymam za wasz związek kciuka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej! Przykro mi. :( Ale mam nadzieję, że Twoje wybory okazały się tymi właściwymi i że jeszcze znajdziesz swoją miłość. :-)
      Co do romantyzmu i troski - nie jestem w tej kwestii znawcą, ale głęboko wierzę w to, że w każdej narodowości znajdą się dobrzy i troskliwi partnerzy. I życzę Ci abyś na takiego trafiła. :-)

      Usuń