Macarons od Ladurée: Czy naprawdę są takie dobre? [filmik]

3/28/2016

 Nawet jeśli nie słyszeliście wcześniej nazwy macarons, z pewnością widzieliście gdzieś te małe, kolorowe, pieczone przysmaki w internecie, czy też w piekarni. Niektórzy z was mogą też kojarzyć nazwę Ladurée. Jest to słynna, luksusowa piekarnia, która ma swój początek w 1862 roku. Pomimo tego, że macaronsy jako małe ciasteczka zrobione z białek jajek, były elementem francuskich spotkań przy kawie i herbacie już od dawna, to właśnie piekarnia Ladurée zaczęła dodawać do nich krem i przykrywać je drugim ciastkiem. W taki sposób powstały macarons, które znamy do dziś. 
Podczas mojego pobytu w Paryżu widziałam je dosłownie wszędzie, a ich piękne kolory kusiły mnie za każdym razem, gdy na nie spojrzałam. Ale pomimo tego, że spróbowałam już kilku, od przyjazdu myślałam o tych słynnych macaronsach i chciałam sprawdzić jak wyglądają i przetestować, by móc odpowiedzieć na pytanie: czy te od Ladurée naprawdę są takie smaczne? 

Gdy dotarliśmy do Alei Pól Elizejskich, naszym oczom ukazała się piękna piekarnia, która zrobiła na mnie duże wrażenie poprzez samą wystawę. Kolorowe pudełka i wieże z macaronsów witały i zachęcały do sięgnięcia po nie. W środku natomiast za ladą ukazało się prawdziwe bogactwo smaków i wypieków. Niestety macaronsy nie należą do tanich a jedna sztuka zakupiona u Ladurée to wydatek około 2,5-3EUR (w porównaniu w innych piekarniach macarons to zwykle koszt ok. 1-1,5EUR). I choć całkowicie zauroczyła mnie wystawa, to nie przypuszczałam, że wyjdę stamtąd z więcej, niż jedną sztuką. Na szczęście R. stwierdził, że nie warto odmawiać sobie przyjemności i ku mojej ogromnej radości podarował mi całe pudełeczko z wybranymi przez nas smakami.
To jak wyglądało możecie podejrzeć na nakręconym przeze mnie krótkim filmiku poniżej.

the daily wonders travel blog

Piękna wystawa u Ladurée's (75 Av. des Champs-Élysées, Paris)
 
Trying out flavors during my visit in Paris
Dla niektórych osób to zwyczajne łakocie, jednak ja widziałam je bardziej jako małą pamiątkę. Odkrywanie kraju poprzez ich smaki, typowe potrawy i słodycze jest w mojej opinii świetnym sposobem na dowiedzenie się czegoś więcej o kulturze. Zatem nasza mała przerwa w zwiedzaniu i próbowanie macaronsów na słonecznej Champs-Élysées brzmiało jak dobry plan. Wybraliśmy smaki:solony karmel, herbatę Marii Antoniny, płatki róży, kwiat pomarańczy, cukierkową truskawkę i kwiat wiśni. 
Pierwsze wrażenie: jakie one są delikatne! Poprzednie macarons wydawały się bardziej chrupiące, a te niemal roztapiały się w ustach. Kremowe nadzienie było smaczniejsze i bardziej wyraziste w smaku. Moim ulubieńcem był niebieski (herbata Marii Antoniny) z lekko wodnistym/maślanym posmakiem. Owocowe również były warte wypróbowania, zwłaszcza przez to, że już jadłam pomarańczowego i jabłkowego z innej piekarni i pozostawały w tyle
Ladurée. Jednakże dużą niespodzianką był dla mnie solony-karmel, który kompletnie mi nie smakował. Pamiętałam berlińskie babeczki o tym samym smaku i mając je na uwadze byłam kompletnie rozczarowana. Ten był za słodki i nie sprostał moim oczekiwaniom. R. podzielił się podobną opinią. Jednakże oboje spędziliśmy miło czas testując.
Myślę, że to świetna pamiątka - zwłaszcza, że można wybrać własne pudełko (kształt, kolor, wzór) i niektóre z nich są naprawdę piękne. To świetny prezent dla ukochanych osób, które z pewnością to docenią. Jednakże w mojej opinii jest to ekstrawaganckie miejsce, a co za tym idzie - ceny również do takich należą i są zdecydowanie za wysokie. Choć wiem, że nawet zrobienie macaronsów samemu w domu też nie jest zbyt tanie (mąka migdałowa jest dość droga), to nadal uważam, że kryje się za tym po prostu dobry marketing i wypromowanie nazwy. Jednak to działa.
I mając to na uwadze nadal powiedziałabym, że to jedno z miejsc wartych zobaczenia (a raczej: wypróbowania) w Paryżu ze względu na ich unikalny smak. Warto wpaść nawet po jedną sztukę.


Łuk Triumfalny.
A wy próbowaliście ich kiedyś? Lubicie? A może sami pieczecie? :-)

Przeczytaj również

2 komentarze

  1. Nigdy nie jadłam. Zawsze wydawały mi się nafaszerowane barwnikami i takie...sztuczne. Nie to co polskie drożdzowe, albo jabłecznik z musem babcinych jabłek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wbrew pozorom nie musi tam być wcale dużo barwnika, ale fakt - są dość cukrowe :-) Jabłecznik to fakt, pyszności :)

      Usuń