See you soon Sweden!

10/07/2015

Na początku radośnie nosiliśmy nasze korony, by podpalić je i urządzić koronowe zawody, haha. Ale był to też sposób na powiedzenie do widzenia (lub do zobaczenia!) Szwecji i naszej ulubionej, fantastycznej plaży Bojsen. Ostatnia noc tam, jak powiedział jeden z moich znajomych była ,,Piękna, jak na zamówienie". I nie mogłabym się z tym nie zgodzić. Spójrzcie na te piękne widoki i koory nieba. Było to nadal wtedy, gdy mieliśmy białe noce, zatem niebo nie robiło się całkowicie czarne. Zamiast tego mogliśmy podziwiać kolory zmieniające się nad naszymi głowami.
Ostatnie godziny tam były szczęśliwe i smutne jednocześnie. Mieliśmy piknik, plażowy mecz siatkówki i małego grilla, ale w powietrzu czuć było odrobinę melancholii. 
 Ale mimo to nadal pozostaje to jednym z moich ulubionych miejsc na świecie. 

 First we were cheerfully wearing our flower crowns, to burn them up and make crown races, haha. But that was also our way to say goodbye (or see you soon!) to Sweden, and our favorite, amazing Bojsen beach. The last night there, as one of my friends said: "Beautiful as ordered". And I can't disagree with it. Just look at those amazing views and colors of the sky. That was still the time when we had white nights, so the sky wasn't getting totally dark. Instead, we could admire colors changing above our heads.
The last hours there were happy and sad at the same time. We were having our picknick, beach volleyball match and small barbecue, but in the air there was a little bit of melancholy.
Still, that remains as one of my favorite places in the world.

 Co może się wydawać śmieszne, oprócz tego że musiałam pożegnać się z tym miejscem, musiałam zostawić za sobą także mnóstwo rzeczy, które wcześniej kupowałam do pustego mieszkania. Moje piękne, niebieskie komplety kuchenne, nawet ulubiony kocyk, czy też przytargany stolik przypominający trochę meble fryzjerskie panda. W momencie samego lotu powrotnego miałam także nieprzyjemną przygodę. Większość rzeczy udało mi się odesłać kurierem do Polski, jednak miałam ze sobą dwie walizki - okazało się, że jedna z nich nie zmieściła się jako bagaż podręczny (pomyliłam wymiary), więc niezbędna okazała się płatność za dodatkowe wymiary. Nie byłoby to takie złe, gdyby nie to, że moje dwie karty na lotnisku odmówiły posłuszeństwa. Takim sposobem straciłam moją ulubioną czerwoną walizkę... ale udało mi się przełożyć rzeczy do innej torby. Nie byłabym sobą, gdybym nie miała jakiejś dziwnej akcji. :))

Przeczytaj również

0 komentarze