Göteborg, Sweden

8/20/2015

 
Göteborg zwany Gothenburgiem to drugie co do wielkości miasto w Szwecji (zaraz za Sztokholmem). Położony jest na granicy Bałtyku, który wpływa do cieśniny Kattegat. Słysząc wiele dobrego na temat tego miejsca - musiało się ono znaleźć na trasie naszej wędrówki. Miałam co do niego jednak mieszane odczucia i być może jednocześnie zbyt duże oczekiwania. Wjeżdżając do miasta przywitała nas ogromna część przemysłowa ulokowana nad wodą, która niestety nie pozostawiła po sobie dobrego wrażenia. Dojazd do miasta jest dość skomplikowany, co raczej nigdy przedtem nie zdarzyło się nam (nawet podczas bardzo długich tras przez Szwecję i Norwegię). Jednak dzięki pomocy nawigacji, poradziliśmy sobie i znaleźliśmy się w centrum miasta, które wyglądało znacznie mniej przemysłowo, a co za tym idzie - znacznie ładniej. Pogoda nie należała do najpiękniejszych, zatem tym razem zdecydowaliśmy się na jedną noc w hostelu, który znajdował się kilka kilometrów za miastem. Jednak jest w tym regionie coś, co zachwyciło mnie kompletnie - ale o tym za chwilę. :-) 

*English: Göteborg called also as Gothenburg is a second largest city in Sweden (right after Stockholm). Located by the Baltic's border, which drains into Kattegat straits. By hearing a lot of good things about this place - it has to become one of our destinations during the travel. However, I had mixed feelings after seeing it and maybe too high expecttions. While driving into the city, we were welcomed by the huge industrial part located by the water, which didn't leave a good impression in our minds. A way to the city centre was quite complicated, what never happened to us before (even during long travels through Sweden and Norway). But thanks to the GPS system we managed and found a way to the city's heart, which looked less like the surroundings, and of course - much prettier. The weather was not the best we could get, so this time we decided to spend a night in a hostel, which was located a few kilometres behind the city. But there is one thing about this region, which amazed me completely - but I will tell about it in a while. :-) 
Po przechadzce przez centrum miasta, zdecydowaliśmy się pójść do Göteborgskiego muzeum, gdzie można zobaczyć pozostałości statków Wikingów i wiele innych ciekawych eksponatów związanych ze szwedzką kulturą. Wejście jest darmowe dla osób poniżej 25-go roku życia, i co zaskoczyło mnie najbardziej - nie wymagane było pokazanie żadnej studenckiej legitymacji. Nie zdarzyłoby się to w Polsce, że pracownik uwierzyłby na słowo, że jesteśmy młodsi. Ale oczywiście uważam to za bardzo pozytywny szwedzki aspekt w przypadku obcowania z klientami. Muzeum samo w sobie było bardzo ciekawe i przede wszystkim bez tłumów. Jeśli będziecie w okolicy, jest to zdecydowanie dobrym pomysłem by wstąpić i rzucić okiem. 

*After having a stroll down the city centre, we decided to take a look at the Göteborg's museum, where you can see the remainings of the Viking's ship and many more interesting parts of Sweden's culture. The entry was for free for people under 25 years old, and what surprised me the most - we didn't have to show any student ID's. That would never happen in Poland that any worker would believe in a word that we were younger. But I find it very positive when it comes to Swedish attitude towards clients. The museum itself was nice and not crowded at all. If you will be there, it's a definitely good idea to stop by and take a look. 
Jak w niemal każdym szwedzkim mieście, także tu można było spotkać wielu rowerzystów - jest to świetny sposób ekologicznego transportu. Natomiast jeśli chodzi o miejsca warte odwiedzenia, jest nim tzw. ,,Rybny Kościół" (ze szwedzkiego ,,Feskekörka"). 
Nie jest to oczywiście prawdziwy kościół, a rybny market, który powstał w 1874 roku i stał się symbolem miasta. Można tu znaleźć wszystkie rodzaje ryb i owoce morza - także te lokalne. Warto udać się do jednej z części restauracyjnych i skosztować tutejszych specjałów. Ceny niestety nie należą do najniższych (pyszne rybne szaszłyki wraz z przystawkami dla dwóch osób to koszt ponad 400SEK), jednak na pewno nie wyjdziecie z pustymi żołądkami. 

*As in almost every Swedish city, also here we were able to spot many cyclists - which is a nice and eco way of transportation. But when it comes to places, which are worth seeing, one of them is a "Fish Church" (from swedish: Feskekörka). It's not a real church, but an old fish market from 1874, which has become one of the symbols of the city. You can find here all types of fish and seafoods - also local. It's worth to go to one of the restaurant parts and try out their meals. Unfortunately the prices are not the lowest (delicious fish shashliks with side dishes for two people costs over 400SEK), but for sure you won't get out with empty stomachs. 
Posiadanie auta zdecydowanie przyda się, gdy zechcecie udać w kierunku jednej z wież widokowych, skąd rozpościera się widok na całe miasto (na nową i starą część - do której niestety nie zdążyliśmy się już udać.) Dostępny jest tam parking, lecz drogę na wzgórze pokonuje się pieszo.

Having a car in the city can definitely help when you'd like to go in the direction of one of the view towers, where you can see a whole city from the top (both new and old part - which we unfortunately didn't see because of the lack of time). There's a parking lot available, but you need to walk the way up.
Fika to coś, co naprawdę kocham w Szwecji. To nie tylko czas na kawę i ciastko - to cała filozofia! Nie mogliśmy zatem powiedzieć nie co do krótkiej, słodkiej przerwy. Co zaskoczyło mnie najbardziej po przeprowadzeniu się do Szwecji, to to, że większość pieczywa nie jest dostępna w piekarniach (ledwo można zauważyć je nawet w największych miastach), ale w marketach. Zatem wyobraźcie sobie nasze szczęście, gdy znaleźliśmy jedną po drodze. I tak, musiało to zostać uwiecznione na zdjęciu! Ale nie zrozumcie mnie źle - w Szwecji jest wiele miejsc, w których możecie spędzić pyszną fikę z ciastem, ale nie tak wiele, w których można rzeczywiście znaleźć świeżo upieczony chleb, czy bułki.
Jednakże nasza przygoda z tym regionem nie skończyła się tak szybko, ponieważ w naszych głowach zaświtał nowy plan. Odwiedzenie archipelagu okazało się naszym najlepszym pomysłem i sprawiło, że byłam niesamowicie szczęśliwa mogąc spędzić tam noc. Więcej o wyspach pojawi się w nowym wpisie. A póki co zostawiam was z całkowicie ,,normalnym" zdjęciem ze szczytu. :-) 

*Fika is something I truly love about Sweden. It's not only a time for coffee and cake - it's a whole philosophy! So we couldn't say no for having a short sweet break. What surprised me the most after moving to Sweden is that most of the breads are not available in bakeries (I could barely spot them only in the big cities), but in the markets. So imagine our happiness, when we actually found one on our way. And yes, it has to be saved on the picture as well! But don't get me wrong - in Sweden there are many places where you can have a fika break with a tasty cake, but not so many where you can actually find freshly baked buns or bread.
However, our adventure in this region didn't end up so fast, because we had another plan in our heads. Visiting archipelagos became our best idea and made me incredibly happy to spend a night there. More about the islands will appear in the new post. And as for now, I leave you with a completely "normal" picture from the top. :-)

Przeczytaj również

5 komentarze

  1. Świetnie się Ciebie czyta! Ja mam nadzieję, że będę miała jeszcze okazję zwiedzić więcej Szwecji:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za miłe słowo! :) Szwecja jest zdecydowanie warta zachodu, zatem życzę powodzenia! :)

      Usuń