Lappland roadtrip - hello Norway

4/29/2015

 Hej! Odnośnie wcześniejszego wpisu związanego z Kiruną, zanim jeszcze do niej dotarliśmy, zrobiliśmy krótki przystanek w miejscowości Harads, która znana jest z niesamowitych domków na drzewie. Pierwszy raz usłyszałam o nich w popularnym programie Galileo, gdzie zobaczyłam tzw. domek spodek (w tle), czy właśnie Mirror-Cube, który widać na pierwszym zdjęciu. Nie mieliśmy akurat wtedy możliwości zwiedzenia ich od środka, ale sama możliwość przejścia się po okolicy i zrobienia kilku zdjęć wystarczyła. Niesamowity pomysł i świetny widok. Po Kirunie przyszedł czas na wyruszenie głębiej na północ Skandynawii i krótki przystanek w zaśnieżonej i otoczonej górami miejscowości Abisko. Następnie zapakowani do aut, byliśmy gotowi do przekroczenia granicy szwedzko-norweskiej. 
Gdy myślę o naszej wyprawie dodatkowo cały czas mam w pamięci jak wiele śniegu nas wtedy otaczało. Nie muszę chyba dodawać, że byłam tym faktem zachwycona. W końcu prawdziwa zima! Nie przeszkadzały nam też minusowe temperatury, gdy wyskakiwaliśmy z aut na postojach - szaleństwo. :) 

*Hey! About the previous post connected to Kiruna, before we reached it, we made a quick stop in the city called Harads, which is known because of the amazing tree houses. For the first time I heard about them in the tv-show Galileo, where I saw the ufo house (in the background), and the Mirror-Cube, which you can see on the first picture. We didn't have the possibility to check them out from the inside, but the possibility to walk around the neighborhood and take few pictures was enough. Amazing idea and a great view. After Kiruna it was a time to explore the deep north of Scandinavia and quick stop in the snowy, surrounded by the mountains Abisko. Then, packed in the cars, we were ready for crossing the swedish-norwegian border.
When I think about our trip, I still have in mind how much snow was there around us. I don't have to add that I was delighted. Finally a real winter! We didn't mind the minus degrees as well, when we were jumping out of the cars while our stops - craziness! :) 
Cały wyjazd nauczył mnie także wielu pożytecznych rzeczy. Przede wszystkim tego, że zawsze warto zaopatrzyć się we własną żywność i dlatego też mieliśmy całe bagażniki wypełnione wszystkim tym, czego potrzebowaliśmy do wspólnego gotowania. Dodatkowo- że na północy Europy dobra odzież termo, czy porządna kurtka znaczy więcej, niż ładny dodatek, czy kosmetyki. Nikt tu przecież nie targał ze sobą wielkich kosmetyczek, ani takich wynalazków jak lampa kosmetyczna. Najważniejsze, by było ciepło i wygodnie. A także, że czasem zapasowe baterie są na wagę złota. 
Mówiąc o zapasach w bagażniku, przypomniał mi się jeden z zabawnych momentów naszej wyprawy. W Szwecji alkohol (powyżej 2-3%) można zakupić wyłącznie w sklepie państwowym (Systembolaget). Wiedząc jak wysokie panują tam ceny, byliśmy przygotowani na to, że do Norwegii lepiej udać się z własnymi zapasami. Zapomnieliśmy jednak, że pomimo tego, że to sąsiednie europejskie państwo, nie należy ono jednak do Unii Europejskiej, a co za tym idzie - zasady przewozu alkoholu są całkowicie odmienne... Nasz kierowca nie zauważył czerwonego światła na całkowicie ośnieżonej i opustoszałej granicy norweskiej, co poskutkowało zatrzymaniem nas kilka kilometrów dalej przez norweską policję i odpowiedzeniem na kilka pytań: skąd jesteśmy, co planujemy robić w Norwegii i czy przewozimy tytoń, lub alkohol... :-) Ale tym razem mieliśmy szczęście i na odchodne usłyszeliśmy tylko, by następnym razem zwracać uwagę na światła. 

The whole trip taught me many useful things. First of all, how important it is to always have own food, and that's why we were prepared with whole trunks to be able to cook together. Second of all, that in the north of Europe good thermo clothes or a good jacket means more than nice essentials, or cosmetics. Nobody was caring with themselves big cosmetic-bags. It was more important to feel warm and comfortable. And that sometimes external batteries are the life-savers.
Speaking of trunks, I remember one of the funny moments from our journey. In Sweden alcohol (above 2-3%) is available only in the state store (Systembolaget). Having known how high are the prices there, we knew also that on our way to Norway we should take our own supplies. We forgot that even though it's a neighbor european country, it's not a part of European Union, and that they have different law when it comes to the alcohol transportation... Our driver didn't see the red light on the completely empty and snowy Norwegian border, which resulted in stoping a few kilometers away by the norwegian police and answering a few questions: where we are coming from, what we plan to do in Norway and if we have nicotine or alcohol... :-) This time we were lucky and we heard only to pay more attention to the lights next time.
 Okolice Abisko. 
Around Abisko.
 Moim małym, prywatnym marzeniem było zobaczenie reniferów. Gdy tylko ktoś z tylnego siedzenia w pewnym momencie powiedział: ,,o, renifer!" zarządziłam natychmiastowy postój, zdążyłam tylko chwycić aparat i w samej bluzie wyleciałam przez wielkie zaspy. To, co tam zobaczyłam było warte każdego grama śniegu, który wpadł mi wtedy do butów - dziesiątki reniferów! I jak tu nie kochać Norwegii? :-) 

My small, private dream was seeing reindeer. When someone from the backseat said in one moment: ,,oh, a reindeer!" I demanded immediate car-stop. I managed to catch my camera and in just a sweatshirt I ran through snowdrifts. What I saw there was worth every gram of the snow that fell into my shoes - dozens of reindeer! How to not love Norway? :-) 
 Następnie naszym krótkim, nocnym przystankiem był Narvik. Chwila odpoczynku i byliśmy gotowi na podróż na daleką północ kraju. 

Our next, short stop in the night was Narvik. A moment of rest and we were ready for the journey to the deep north of the country.

Przeczytaj również

4 komentarze

  1. Ojej, tysiące świecących oczek reniferków! Ekstra! A można je głasiać i potulić?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, oj gdyby się dało :))) Nie ma tak dobrze :D

      Usuń
  2. Te oczy świecące w ciemnościach :D. Ja dwa lata w grudniu grałam w teatrze, przytulając się do prawdziwej skóry renifera i nawet o tym nie wiedziałam :D. A w Kauflandzie sprzedawali w zimie mięso z renifera. Drogie, ale sprzedawali. To tyle a propos reniferów xD.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatnio właśnie... robiłam renifera. :)))

      Usuń