Trip around Thassos - Food

8/28/2012

 Cześć wszystkim! Ostatnie kilka dni minęło naprawdę szybko. Najpierw było szukanie mieszkania w Szczecinie przez 2 dni, a następnie odwiedzenie 3 przyjaciółek we Wrocławiu tylko na jedną noc (i rozmawianie aż do 6 rano!). Jednak już jestem w domu i mogę podzielić się z wami zdjęciami greckich specjałów. 

*Hi everyone! The last couple of days were really fast. First of all, searching for the new apartment in Szczecin for 2 days, and visiting my 3 girlfriends in Wrocław just for one night (and for talking till 6am!). But I'm finally back home to share with you those pictures with greek specialities.
  Grillowana ośmiornica. Muszę przyznać, że była pyszna. Miękka, w konsystencji jakby odrobinę podobna do kurczaka, choć bardziej delikatna. Z całą pewnością godna polecenia! 

*Grilled octopus. I must say, it was delicious. Soft, a little bit like a chicken meat, but more delicate. Worth recommending!
 Smażone kalmary. Lubiłam je już przed wizytą w Grecji i zawsze zamawiałam je w Polsce, gdy byłam gdzieś w pobliżu morza. Ale te były świeże (a nie tak jak w Polsce, mrożone) i niesamowicie smaczne.

 *Fried calamari. I liked it even before visiting Greece and I always order it when I'm near the Baltic Sea in Poland. But those were fresh (in Poland they only have frozen) and incredibly delicious.

 Nie tylko lubię próbować lokalnych specjałów, ale także zawsze szukam rzeczy, które nie są dostępne w Polsce - tak jak czekoladowe mleko Milky Way. Ale cóż za rozczarowanie. Było okropne.
 
*Not only I like to try the local food, but I always search for the things that are not available in Poland - just like Milky Way chocolate drink. But what a disappointment, it was awful.
 I moje ulubione łakocie z Grecji. Nazywają się ,,Orzechy z Thassos", więc to lokalne słodycze. Są to orzechy laskowe, zebrane póki jeszcze są zielone, gotowane aż staną się czarne, i zalane słodkim, miodowym syropem (w smaku przypomina syrop klonowy). Są naprawdę duże, ale smaczne. Po zjedzeniu dwóch, jeden po drugim, miałam dość na cały dzień - są niesamowicie słodkie.

 *And my favourite candy that I brought from Greece. It's called ,,Walnut Candy of Thassos", so they're local sweets. Those are walnuts, picked up from the tree while they were still green, boiled untill they become all black, and covered with sweet honey syrup (similar taste to the maple syrup). They are really big, but really good. After eating two of them, one after one, I had enough for the whole day - they are amazingly sweet.


Najlepszą rzeczą w spędzaniu czasu na plaży były z pewnością zimne napoje. Na pierwszym zdjęciu w tym poście jest świeży sok arbuzowy, tutaj natomiast mojito (mój ulubiony drink) i mrożona czekolada.
 
 *And the best thing about spending time on the beach - cold drinks. On the fist picture from the entire post you can see fresh watermelon juice, here is mojito (my favourite drink ever), and ice chocolate.
 I baranina. Zawsze chciałam jej spróbować, a po wszystkim nie za bardzo mi smakowała. Nie tylko była tłusta, ale też było tam kilka kości... Samo mięso było dość twarde.

*And the lamb. I always wanted to try it, but after all, I didn't like it. Not only it was really fat, but there were also bones... And the meat was pretty hard.

 Greckie piwo. Na puszce znalazłam napis, że jest to ,,światowej sławy helleńskie piwo". Ale jak dla mnie, smakowało jak każde inne. 
 
*Greek beer. On the can I found the sign that it's the ,,world's most famous hellenic beer". But for me it was just like every other.

Znalazłam też wiele nowych smaków herbat. Na przykład Nestea marakuje (okropna!). Poniżej za to możecie zobaczyć paczkę Loukoumi - wyglądają jak żelki, ale w dotyku przypominają bardziej lepki sok obsypany cukrem pudrem.
 
 *I found also a lot of new flavours of ice-tea. For example passionfruit Nestea (ugly!). Below you can see also a pack of Loukoumi sweets - they look like a jelly, but it's like a sticky juice covered in powdered sugar.

 Małże. Zamówiłam świeże, gotowane z czosnkiem i pietruszką. Nigdy przedtem ich nie próbowałam, więc trochę się bałam, haha. Na samym początku stwierdziłam, że okropnie wyglądają, ale i tak chciałam spróbować. I cóż mogę powiedzieć. Smakowały dobrze i czułam niemal wyłącznie posmak czosnku, ale wyglądają dla mnie tak nieapetycznie, że nie wiem, czy kiedykolwiek znów je zamówię.

*Clams. I ordered fresh, boiled clams with garlic and parsley. I've never tried them before, so I was pretty scared, haha. At first I thought they look ugly. But I managed to try it. What can I say. They tasted good, and I felt almost only the garlic, but they look so bad for me, that I'm not sure if I ever order them again.
Krewetki saganaki. Za każdym razem, gdy zamawiałam krewetki w Polsce, były już obrane. Więc uwierzcie mi, byłam zaskoczona, gdy zobaczyłam, że mają oczy, nogi i wszystko inne. Same krewetki smakowały dobrze, ale nie smakował mi za to sos saganaki (z pomidorami).
 
*Saganaki shrimps. Everytime I was ordering shrimps in Poland, they was already pilled. So believe me, I was suprised to see them with eyes, legs and other stuff. Shrimps were fine, but I didn't like the saganaki sauce (with tomatoes).
Niestety nie byłam w stanie robić zdjęć posiłków za każdym razem. Ale pamiętam nazwy moich ulubionych. Pierwszym z nich jest Souvlaki - kawałki mięsa na patyku, czasem z pitą. Pastitsio - coś bardzo podobnego do lasagni. Moussaka - zapiekanka z bakłażanem. Ravani - słodkie ciasto na deser. I oczywiście ser feta (w kilku smakach - normalny, z papryką, czy też z buraczkami) i świeżymi czarnymi oliwkami. Smakował mi także sos tzatziki, który różnił się odrobinę od tego, który znam z domu. A jakie są wasze ulubione greckie dania? :-)
 
*Unfortunately I wasn't able to take pictures of the meals everytime. But I remember the names of my few favourites. The first is Souvlaki - small pieces of meat, sometimes with pita bread. Pastitsio - something really similar to the lasagne. Moussaka - eggplant casserole. Ravani - sweet cake for the dessert. And of course feta cheese (in a few flavours - normal, with pepper, or with beet) and with fresh black olives. I liked also the tzatziki sauce that was a little bit different than I know from home.
And what are your favourite greek specialities? :-) 
 Za każdym razem, gdy jadłam na zewnątrz, dookoła kręciły się koty, chcące dostać coś dobrego. :-)
*Everytime I was eating outside, there were a lot of cats waiting to get something. :-)

Przeczytaj również

6 komentarze

  1. Jestem pierwszy raz na Twoim blogu i wiem, że nie ostatni :) Strasznie fajna sprawa z tymi zdjęciami jedzenia, to wszystko wygląda tak pożywnie i wakacyjnie, mega Ci zazdroszczę, tym bardziej, że obejrzałam też poprzednie posty i z wielką przyjemnością obejrzałam zdjęcia :)

    OdpowiedzUsuń
  2. My w Grecji, na Krecie mieliśmy niesamowite szczęście. Zatrzymaliśmy się przypadkiem w czymś co wyglądało na knajpę.. okazało się, że to nie knajpa.. tylko hm.. miejsce, w którym miejscowi grają w karty, ale powiedziano nam, że mają kuchnie i mogą nam coś do jedzenia zrobić. Poprosiliśmy więc wszystko:P Dostaliśmy tak rewelacyjną sałatkę grecką, że nawet nie jestem w stanie jej opisać, była po prostu niezwykle smaczna.. to chyba kwestia domowego sera feta ;-) domowej roboty białe, piekielnie mocne, ale bardzo dobre wino. Cały wielki talerz krewetek, też tak jak Ty trafiłaś - w całym pancerzu, więc była zabawa..:) I dostaliśmy jeszcze coś na styl naszego leczo.. ale zamiast mięsa były różne owoce morza.. trochę ośmiorniczek, trochę krewetek itd. Te trzy rzeczy były wyśmienite. Poza tym w Grecji smakowało mi jeszcze Pasticcio.. ale już Moussaka nie za bardzo;) i co do baraniny mam podobne odczucie:D o prosze, nawet się nie spodziewałam, że noszę w sobie tyle kulinarnych wspomnień

    OdpowiedzUsuń
  3. Krewetki... O fuu ;P Przypomina mi się restauracja z Cesenatico gdzie serwowali tylko krewetki ;) mijaliśmy taką w trakcie jednego ze spacerów. Blee ;)

    Dzięki :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Wtedy nie szłyśmy obok siebie, więc masz prawo nie pamiętać tego smrodu xD ja jadłam pizzę w Rzymie. Ummm. To była dopiero dobra pizza!

    OdpowiedzUsuń
  5. Aż mnie zaintrygowało to mleko MilkyWay (choć mleka nie znoszę, fuuj). Tak samo jak Nestea - marakuja. Z chęcią spróbowałabym za to tych orzechów i objadła się owocami morza.

    A co do krewetek w całości - gdy wracałam z Ukrainy, zatrzymaliśmy się w markecie za Lwowem, gdzie mieliśmy zrobić zakupy alkoholowo-papierosowe (chciałam sake, ale ostatecznie zrezygnowałam ;)). I zobaczyłam taniutkie krewetki (koktajlowe, ok. 5 zł za kilogram). Oczywiście kupiłam. Wepchnęłam tę zmrożoną paczkę do walizki z myślą, że za osiem godzin będę w domu, do tego czasu mi się prawie rozmrozi i będę mieć na śniadanie xD. To był jeden z moich dziwniejszych zakupów. I te krewetki też miały oczy i wszystko i godzinę spędziłam na wyłupywaniu ich, zanim mogłam zrobić swoje cudowne grzanki z nimi i szynką parmeńską i co ja tam jeszcze nakładłam...

    Jadłam też suszone kalmary. To było śmieszne :D. Dla tych cudów wróciłabym na Ukrainę. Dla innych też.

    Widzisz, jak ładnie zignorowałam Twoją Grecję na rzecz kraju obok? xD. Ale cóż poradzę, że jedzenie zawsze tak na mnie wpływa... ^^.

    OdpowiedzUsuń
  6. Przez Ciebie stałam się głodna! :)

    OdpowiedzUsuń